Wszystkie »

  • Wpisów:24
  • Średnio co: 81 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:42
  • Licznik odwiedzin:4 729 / 2041 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witajcie,
Tekst poniżej, jest trzecią wersją tej części. Najmniej jestem zadowolona z tej, lecz nie będę już pisać czwartej.
Pozdrawiam serdecznie.

Aleks pragnął by Dominika była teraz przy nim. Chciał ją objąć, marzył by zanurzyć palce w jej miękkich blond włosach. Pragnął czuć jej lawendowy zapach, który wprawiał go w stan oszołomienia. Wiedział, że ich związek nie ma przyszłości, lecz chciał żyć tym co jest. Aleksander opuścił salę, nieco zakłopotany gratulacjami i okrzykami podziwu, które rozlegały się ze wszystkich stron. Czuł się uradowany, że wiedza którą zdobył padła na tak podatny grunt. Skierował się w stronę dużego okna znajdującego się w centralnej części długiego korytarza. Miał już dość przesłodzonych słów egzaminatorów, którzy widzą tylko czubek własnego nosa. Czekał na ojca, który wzbudził większą ciekawość niż on. Jego badania stały się sławne, każdy chciał z nim zamienić „dwa słowa”.
Spojrzał na drugi koniec korytarza i poczuł, że robi mu się słabo. W najczarniejszych myślach tego nie przewidział. Taka ewentualność po prostu nie przyszła mu do głowy. Czuł się jak głupiec, w dodatku głupiec pozbawiony już nadziei. Ależ z niego idiota! Jego Dominika i Profesor Barski. Świetnie. Przez te ostatnie miesiące tkwił w przekonaniu, że są sobie przeznaczeni, że Dominika jest jego bratnią duszą. Był na siebie zły, że w to uwierzył. Dwa dni temu od niego odeszła i jasno powiedziała, że wszystko między nimi jest skończone. Tylko że on nie chciał w to wierzyć. Zmarszczył brwi, starając się jakoś uporządkować myśli, które kłębiły mu się w głowie. Nie rozumiał motywów, jakie nią kierowały. Odrzuciła jego miłość, jakby nic dla niej nie znaczył. Czy wiek był dla niej przeszkodą? Nosił jej zdjęcie przy sobie, a wspomnienia o niej towarzyszyły mu w każdej sekundzie. I podczas gdy on zachowywał się jak zakochany nastolatek, Dominika żyła dalej. On należał już do przeszłości. Tylko dlaczego tak bardzo go to boli?
- Jak się czuje najmłodszy magister nauk medycznych? - Pytanie Andrzeja wyrwało go z zadumy.
- Bez różnicy. Cieszę się, że to mój jedyny egzamin, bo to straszne dupki. - Aleks miał wrażenie, że jego nogi są z ołowiu. Nie był w stanie postąpić kroku. Patrzył, jak profesor, obejmując Dominikę rusza w ich stronę.
- Witam pana, panie profesorze. Co Pana do nas sprowadza. - powiedział z zaciekawieniem profesor Barski podchodząc do Falkowicza.
- Witam profesorze - wyciągnął dłoń w stronę lekarza. - Mój syn miał dziś egzamin, chciałem mu towarzyszyć.
- Ach, tak słyszałem. Aleksander, to ulubieniec naszych studentek - uśmiechnął się z zazdrością - Koniecznie musicie kiedyś do nas wpaść na kolację.
- Państwo są razem? - wtrącił z zaciekawieniem Aleks.
- Tak. Od jakiegoś czasu. - powiedział profesor. Dominika nie odzywała się, patrzyła tylko przychylnym wzrokiem na Aleksa. Falkowicz był wdzięczny Dominice za tą całą szopkę, wiedział że to dla dobra Aleksa. Lecz nie był zachwycony propozycją profesora. Nie wyobrażał sobie, że mógłby z nimi siedzieć przy jednym stole i prowadzić towarzyską rozmowę.
- Nie, dziękujemy. A teraz proszę wybaczyć, chciałbym porozmawiać z synem. - rzucił gniewnym wzrokiem na Dominikę po czym skinął głową w stronę profesora Barskiego i odeszli.

--------------

Kelnerka postawiła na stole dwie filiżanki z kawą. Aleks długo milczał. Falkowicz spojrzał na syna i patrząc mu prosto w oczy zaczął:
Lee Iacocca mówił: „Klucz do sukcesu, to nie informacje. To inni ludzie.” - Więc ufaj innym. Nie unoś się ambicją. Pytaj jak nie wiesz. W medycynie liczy się przede wszystkim zaufanie i praca w zespole.
Zenon Komar mówił: „Sukces nie jest dowodem mądrości. Tak jak porażka nie jest dowodem głupoty.” - Nie bój się porażek. Kiedyś się ona zdarzą, wiedz że na sukces trzeba sobie zapracować.
Winston Churchill mówił: „Ceną wielkości jest odpowiedzialność.” - Bądź odpowiedzialny za to co robisz. Dziesięć razy pomyśl zanim podejmiesz decyzje. Nie rób nic pochopnie.
Volter mówił: „Zdrowy rozsądek jest czymś pośrednim między inteligencją a głupotą.” - Miej głowę na karku. Nie zapominaj, że leczysz ludzi. Od Ciebie zależy ich życie.
Paulo Coelho mówił: „Ciesz się każdą chwilą, abyś potem nigdy nie żałował, że utraciłeś młodość. Każdemu etapowi życia Pan przypisał właściwe mu niepokoje.” - Nie zapominaj, że jesteś młody więc nie zatracaj się w pracy. Młodym będziesz tylko raz. Nie strać tych lat, kariera nie jest najważniejsza.
A Twój ojciec mówi: „Jestem z Ciebie dumny.” - powiedział po czym wyjął z teczki pudełeczko.
- To pióro dostałem od mojego mentora. Profesor Zalewski dał mi je, gdy zostałem profesorem. Miało mi przynieść szczęście i chyba przyniosło. Teraz chcę, żebyś Ty je wziął. Mam nadzieję, że Tobie też przyniesie szczęście - wstał i uścisnął Aleksa.
Po niespełna piętnastu minutach spędzonych na rozważaniach o przyszłej specjalizacji, profesor usłyszał dźwięk telefonu. Po drugiej stronie usłyszał tylko głośny krzyk - „Ja rodzę!”.
  • awatar Gość: Hej, trafiłam tu niedawno i jestem pod ogromnym wrażeniem. Twoje słownictwo i stylistyka to naprawdę miła odmiana, szczególnie, że niektóre blogi aż wołają o jakieś "korekty". Co do ciąży Wiki to szkoda, że wrabiasz ich w dwóch chłopców...myślałam, że może pojawi się hmm Córusia Falusia? Ojej jak to oklepanie brzmi:P Jestem ciekawa jakby nasz Falkowicz zachowywał się względem małej damy:)Bardzo ładnie wyszło Ci wprowadzenie cytatów i nazwisk Tych największych. Życzę weny i czekam na następny rozdział, Ramm:)
  • awatar Gość: Fantastyczne ! Falkowicz ojciec,to to co uwielbiam w Twoim opowiadaniu. Czekam na ciąg dalszy !
  • awatar Gość: Świetne <3 pisz szybko i ciekawe kto to rodzi ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Witajcie,
Co do szesnastej części, to powoli i mozolnie ją piszę.
Wybaczcie mi. Jutro z pewnością się ukaże.
Proszę Was o cierpliwość.
Pozdrawiam serdecznie
  • awatar Gość: To kiedy możemy spodziewać się następnej części?
  • awatar Gość: Czekamy :)))
  • awatar Gość: czekamy ;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witam,
Arku, specjalnie dla Ciebie część piętnasta.
Zapraszam na www.dawca.pl

Miłego czytania.

Gdy weszli do domu poczuła lekki niepokój. Przeczuwała, że coś się wydarzy. Andrzej zdjął jej płaszcz i odwiesił do szafy.
- Spodziewamy się gości? - zapytała.
- Nie.
- Jesteś pewien?
- Tak - potwierdził kojącym głosem. - To był ciężki dyżur. Chyba się położę.
- Mamy problem!- Powiedział Aleks konspiracyjnym głosem, kierując się w ich stronę.
- Wiedziałam! Co się stało?
- Mamusiu, przyjechała twoja teściowa. Tatusiu, twoja ukochana babcia też tu jest. - uśmiechnął się na widok przerażonej miny profesora. Po chwili ciszy i wymianie spojrzeń dodał. - Ale z was tchórze!
- Wcale nie! - Andrzej zaczął się tłumaczyć. - Po prostu nas zaskoczyłeś.
- Jasne. - Aleks spojrzał na Wiktorię. - Mamusiu już nie jesteś taka dzielna.
- To nie jest śmieszne! - powiedziała z uśmiechem, choć wcale nie było jej do śmiechu.
- Gotowi? - zapytał. - Skinęli głową i ruszyli w stronę salonu. W pokoju były trzy osoby. Jego nadopiekuńcza mama Anna, babcia Bogumiła oraz kuzyn Filip. Mężczyzna podniósł się z miejsca, gdy tylko ich dostrzegł.
- Dlaczego nic nie wiedzieliśmy? - bez przywitania rzuciła Anna podchodząc do nich. Matka profesora miała krótkie, ciemne włosy. Jej oczy urzekały szarym blaskiem.
- Mamo, to nie tak. - powiedział Falkowicz. - My po prostu … chcieliśmy poczekać na odpowiedni moment.
- Osiem miesięcy? - Babcia rzuciła mu mordercze spojrzenie - Może usiądziecie, będziecie tak stali?
Wiktoria niepewnie usiadła na skórzanej sofie. Andrzej, usiadłszy obok Consalidy objął ją ramieniem.
- Pani Ramicka widziała Was w centrum handlowym – powiedziała Anna. - Czy od obcych osób muszę dowiadywać się, że będę babcią?
- Masz rację. - powiedziała Wiktoria. Założyła ręce i starała się zachowywać naturalnie.
- Myślałam całe popołudnie i doszłam do wniosku, że nie panujecie nad własnym życiem. Wymyśliłam rozwiązanie, które rozwiąże wszystkie problemy.
-Ale my nie mamy problemów, świetnie sobie radzimy. - odparła Wiki. Andrzej ścisnął ją za ramię, a ona uśmiechnęła się do niego.
- Świetnie. Jeśli to możliwe, chciałabym pomóc - powiedziała Anna. - Myślę, że powinnam wprowadzić się do Was do czasu porodu i to najszybciej, jak to możliwe.
- Wykluczone. - Falkowicz zerwał się na równe nogi. Consalida poczuła szum w uszach. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Nie wiedziała, czego ma się spodziewać po tej wizycie, ale na pewno nie tego, że teściowa będzie chciała z nimi zamieszkać. Ta sytuacja kompletnie ją zaskoczyła.
- To nie będzie problem, prawda, Andrzejku? - z naciskiem rzuciła babcia. W jego życiu były dwie chwile, kiedy czuł, że zadowolił staruszkę. Raz, kiedy ożenił się z Wandą. Drugi raz, kiedy zdobył tytuł profesora. Przez resztę życia babcia patrzył na niego z nieskrywanym rozczarowaniem.
- Poradzimy sobie z dziećmi. Andrzej jest teraz częściej w domu, Aleks mi bardzo pomaga. - powiedziała Wiktoria. Nie było to dobre usprawiedliwienie, ale tylko tyle mogła powiedzieć.
- Czekaj, czekaj... - Falkowicz podniósł się z kanapy – Dziećmi? - spojrzał na nią badawczo. - Mówisz o Aleksie i tym nienarodzonym dziecku, prawda?
- Nie, mówię o Aleksie i tej dwójce nienarodzonych dzieci. - podszedł do niej i ujął jej dłonie. Przyklęknąwszy
na jedno kolano spojrzał w jej piękne, zielone oczy. Niezwykle mądre i zazwyczaj radosne a teraz pełne niepewności. - Chciałeś mieć niespodziankę, to Ci nie mówiłam.
-Wiem, że nie wytrzymałaś i zapytałaś Hane o płeć. Chłopcy czy dziewczyny? - Wszyscy patrzyli na nią z wyczekiwaniem. Mama Falkowicza siedziała z łzami w oczach. Czuła się jakby oglądała komedie romantyczną. Babcia czekała, aż skończy się to wszystko i wróci na swój ulubiony serial. - Długo jeszcze zamierzasz mnie trzymać w niepewności? Patrząc w jego olśniewające szare oczy zastanawiała się, czy ich dzieci będą miały takie same.
- Chłopcy - nie wiedział, co ma powiedzieć. Z rumieńców i przyspieszonego oddechu Condalisy profesor wnioskował, że i ona była podekscytowana. Ucałował jej dłoń.
- Bardzo się cieszę. To wspaniały prezent. - gdy po chwili przenieśli wzrok na gości. Zarówno Filip jak i Anna siedzieli wpatrzeni w nich. Babcia szukała żałoby za paznokciami.
- Dzieci, tak się cieszę. - Anna wstała ze łzami w oczach i uścisnęła parę. - To teraz tym bardziej muszę zostać.
- Nie! - odpowiedzieli chórem. W tle słyszeli tylko głośny śmiech Aleksa.
  • awatar We_Can_Do_It: Kolejną część napiszę dziś w nocy :)
  • awatar Gość: kiedy następna częśc ?
  • awatar Gość: Przeczytałam od początku i jestem pod ogromnym wrażeniem ! Fantastyczny pomysł, zupełnie inna fabuła; różniąca sie oD tych standardowych opowiadanian. Bardzo dobrze wykreowane postaci. Czekam na ciąg dalszy ! Pozdrawiam ;))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (28) ›
 

 
Witajcie kochani,
Minęło już 24 dni odkąd założyłam tego bloga.
Po ostatnich komentarzach jest mi bardzo miło, że mogę liczyć na Wasze wsparcie.

W części tej nawiązałam do bransoletek dawców.
Okażcie dobrą wolę, podarujcie życie.
Wypełnijcie oświadczenie.
Zapraszam na stronę www.dawca.pl

Zapraszam na kolejną część.

- Tak jest szefowo! Twoje słowo jest dla mnie rozkazem. - Nachyliła się blisko męża i pozostawiła na jego ustach pocałunek.
- Idź spać. Na pewno jesteś zmęczony.
- Po tym wszystkim mam iść spać? - powiedział swoim niskim głosem jednocześnie uniósł brew. Jego wzrok zsunął się po jej dekolcie, po czym wplótł swoją dłoń w dłoń Wiktorii. Zobaczył na jej dłoni obrączkę i przypomniał sobie ten moment: - Czerwiec w tym roku nie rozpieszczał turystów. 24 czerwca był trzecim dniem ich pobytu w Dolinie Kościeliska. Na uboczu doliny znajdowała się mała, niewielka i przytulna kaplica. Stałem na jej progu rozmawiając z przyszłymi świadkami. Byli nimi przechodząca turystka z mężem Cyrylem. Mimo iż minął już prawie rok, wciąż pamiętam jego słowa: „Jedynie dwie rzeczy czynią nas szczęśliwymi: wiara i miłość.” Pamiętam również, jak delikatnie ująłem dłoń Wiktorii i poprowadziłem ją do ołtarza. Kiedy złożyliśmy przysięgę małżeńską poczułem, się spełniony. Wreszcie byliśmy małżeństwem. Łączyła nas ta magiczna, nierozerwalna więź. Wiktoria podczas ceremonii kurczowo trzymała mnie za rękę. Nigdy nie zapomnę obietnicy, którą składaliśmy. Zawsze gdy o tym myślę, przychodzą mi na myśl słowa Adama Mickiewicza „Bo kto przysięgę naruszy, Ach, biada jemu, za życia biada! I biada jego złej duszy!”. Po podziękowaniu przypadkowym świadkom zostaliśmy sami. Tylko ja i moja panna młoda. Tego dnia wiedzieliśmy, że to była słuszna decyzja. Ślub z dala od wścibskich spojrzeń i niechcianych gości. Jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu.
Wiktoria wyciągnęła rękę i dotknęła jego szorstkiego policzka.
- Andrzej! Jesteś tutaj?! - Falkowicz odgarnął z jej twarzy kosmyk rudych włosów.
- Tak, tak. Zamyśliłem się.
- Idź, odpocznij. Jutro rano masz operacje. - Złożyła delikatny pocałunek na jego ustach.
- Skoro mnie wyganiasz, to idę. - oderwał się od żony i skierował się w stronę łazienki.
-----------------------

Tego dnia Wiktoria wstała wcześniej. Po piętnastominutowym spacerze z odziedziczonym psem Remusem, skierowała się do kuchni. Wyciągnęła chleb i nagle przyszło jej na myśl, że stała się nudna i monotonna. Nagle poczuła zapach wody po goleniu, którą tak lubiła. Zanim się obejrzała, dłonie Andrzeja objęły ją w talii. Na szyi poczuła jego wargi. Nie namyślając się, obróciła się do niego twarzą.
- Czy ja jestem nudna? - Andrzej stał z zaskoczoną miną.
- Można o tobie powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że jesteś nudna.
- Podaj jedną rzecz, którą cię zaskoczyłam.
- Wyszłaś za mnie - odrzekł a Wiktoria się roześmiała. Najwidoczniej profesor nie brał jej pytania poważnie. Teraz rozkoszowała się jego męskim zapachem i przejechała mu ręką po wciąż wilgotnych włosach.
- Hmm - zamruczała w jego ramię, po czym spojrzała mu w oczy - Andrzej?
- Tak? - odstawił na stolik dwie filiżanki parującej kawy.
- Pamiętasz o wizycie u Hany. Co? - zapytała prowokacyjnie. Nie mogła już dłużej żyć w niewiedzy. Chciała znać płeć dziecka. Myślała, że Falkowicz coś odpowie, ale on ujął jej twarz w dłonie i pocałował ją.
- Pamiętam, ale zdania nie zmieniłem. Chce, żeby płeć dziecka była dla nas niespodzianką.
-Andrzej! - całowała go namiętniej niż on ją. Wsunęła dłonie pod jego koszulę, co zawsze działało. Wspaniale było dotykać jego umięśnionego, nagiego ciała.
- Nie przekonasz mnie - odpowiedział. Wiktoria spuściła wzrok i sięgnęła po tosty. - Twoje tosty są gotowe. Profesor zaśmiał się i wyglądał na bardzo zadowolonego z siebie.
- Ja także zrobiłem dla ciebie tosty. - Posmarował tosty z drugiego tostera masłem i wsunął jej do ust. - Teraz jesz za dwoje, pani doktor.
- Aleks ma za tydzień egzamin. Pomożesz mu?
- Nie martw się o Aleksa. Opiekuje się nim. Ty odpoczywaj. - uśmiechnął się popijając łyk kawy.
- Jak mam się nie martwić. Za tydzień ma najważniejszy egzamin w swojej karierze. Ty trzymasz mnie w niepewności. Nie wiem jak mamy urządzić pokój dla dziecka. - profesor zbliżył się do niej.
- Spokojnie, będzie dobrze. Do szpitala przyjedź z Aleksem, będę tam na Ciebie czekać. Uważajcie na siebie. Dobrze? - wyczekiwał odpowiedzi.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się.
Kiedy Andrzej wyszedł, zabrała się za przeglądanie katalogów dotyczących urządzania pokoju dla dzieci. Pukanie w drzwi wyrwało ją z lektury. W progu stał Aleksander. Pochylił się, a ona spojrzała w jego duże zielone oczy, na jej twarzy pojawił się serdeczny powitalny uśmiech. Aleks nie uchodził za osobę nieśmiałą, lecz nagle poczuł się jak tchórzliwe dziecko. Znał swoją mamę jak nikt inny i wiedział, że wpadnie w szał, kiedy się dowie, kim jest wybranka jego serca. Wiktoria wstała z łóżka i skierowała się w stronę syna.
- Jak było na uczelni?- spytała, po czym przyjrzała mu się dokładniej. Ubrany był w białą koszulę, marynarkę i ciemne spodnie. Wyglądał tak dojrzale.
- Ach, ta dzisiejsza młodzież...- nie dane mu było dokończyć.
- Chodź staruszku, zaparzę kawę. - Aleks zawsze potrafił ją rozśmieszyć.
- Właściwie to muszę Ci coś powiedzieć.
- Nie możesz tego zrobić w kuchni?
- No cóż... nie. - Próbował znaleźć właściwe słowa. - To trudniejsze, niż przypuszczałem...
- Aleks, nie strasz mnie. O co chodzi? - Przeszły go ciarki, lecz musi być rzeczowy. Na uczelni i w szpitalu spostrzegano go jako osobę praktyczną i twardo stąpająca po ziemi.
- Pamiętasz jak powiedziałem Ci, że się zakochałem...
- Jak mogłabym zapomnieć? - Musnęła jego twarz palcami.
- Ona, jest ode mnie ponad dwa razy starsza. - Spojrzał na mamę jakby czekał na wyrok.
- Aha. A jak ma na imię? - Oczekiwał kazania, krzyku i zniechęcania.
- Dominika. Wykłada na tej samej uczelni co ja. - Uśmiechnął się na samo wspomnienie jej imienia.
- Cieszę się Twoim szczęściem. - Powiedziała przytulając syna. - Opowiadaj, jaka ona jest?
- Idealna...
----------------

Dwie godziny później Aleks szybkim krokiem ruszył w stronę sypialni umieszczonej na końcu długiego korytarza.
- Mamo, jesteś gotowa?
- Nie wiem. - otworzyła drzwi łazienki i zrobiła kilka kroków w stronę lustra. - Jak wyglądam? - Miała na sobie bardzo kobiecą, a zarazem niezwykle skromną jedwabną sukienkę, która uwydatniała jej sporych rozmiarów brzuch.
- Wyglądasz... dobrze.
- Tylko dobrze? - Spiesznie podeszła do lustra. Aleks oparł się o framugę drzwi i przyglądał się jej z rozbawieniem.
- Oj mamo, nie znam się. Ale na zegarku się znam i wiem, że jak zaraz nie wyjedziemy to spóźnię się na dyżur.
-Za długo przebywasz z Andrzejem.- zaśmiała się.
-----------------

- Nic nie rozumiem. - powiedział, gdy około piętnastej zatrzymali na parkingu przed szpitalem.
- Co się stało?
- To samochód Dominiki. Co ona tu robi?
- Może ma konsultacje. - Aleks wyłączył silnik.- Rozchmurz się. - Uśmiechnęła się do niego.
Po wejściu do szpitala Wiktoria poczuła na sobie spojrzenia personelu. Nie zważała jednak na to, ponieważ na końcu korytarza dostrzegła Falkowicza. Prowadził konfrontacje z nieznaną jej kobietą. Andrzej zaklął pod nosem. Jednym z jego niezbyt miłych nawyków było ironizowanie, kiedy ktoś go denerwował.
- Do diabła, kobieto, nie wiem, czego ode mnie chcesz.
- Uprzejmość byłaby dobrym początkiem. - rzuciła.
- Nie jestem nieuprzejmy.
- No cóż, nie rozumiem tych zbywających odpowiedzi.
- Mam udawać Twojego dawnego kumpla.
- Czemu nie?
- Mścij się na mnie, ale Aleksa zostaw w spokoju.
- To nie tak.
- Więc o co chodzi?
- A co, jeśli naprawdę coś czuję do Aleksa?
- Nie znam Cię od wczoraj.
- A szkoda - szepnęła.
- Kobieto, nie doprowadzaj mnie do szału! Odpuść. - Wzięła głęboki oddech i spojrzała Andrzejowi w twarz. Rozmowę przerwała im pielęgniarka.
- Panie profesorze, jest Pan pilnie proszony na izbę. Wiktoria nie wiedziała kim była kobieta i co łączyło jej męża z nieznajomą. Postanowiła ruszyć w stronę pokoju lekarskiego, może tam dowie się czegoś więcej.
--------------

Do gabinetu weszły dwie pielęgniarki i Falkowicz. Bez słowa zajęli się pacjentką. Obok lewej piersi pacjentki widniała rana kuta, idąca w kierunku serca.
- Pacjentka z napadu. Spada jej ciśnienie - oznajmił Aleks. Dziura po nożu nie była duża, ale wewnętrzne obrażenia mogły być znaczne. Czasami nawet śmiertelne. Jak najszybciej muszą się zorientować, co dzieje się w środku, i zatamować krwawienie. Aleks wprowadził do jej żyły wenflon.
-Zrobimy jej USG klatki piersiowej. Drogi oddechowe są drożne - oznajmił po chwili profesor. - Saturacja krwi dziewięćdziesiąt procent, częstość oddechów dwadzieścia na minutę. Jak serce?
- Ciśnienie spada, a rzut serca jest niestabilny. - oznajmił Aleks.
Van Graff podał leki znieczulające i zwiotczające mięśnie, a potem zaintubował pacjentkę. Falkowicz zaczął robić badanie USG.
- Pani Beato, proszę przygotować zestaw do nakłucia worka osierdziowego i założyć pacjentce centralne wkłucie - zlecił profesor po wstępnym badaniu. - I dzwońcie do kardiochirurga. Pobierzcie krew na próbę krzyżową.
- Pacjentka ma grupę BRh+ – oznajmił Aleks.
- Jesteś pewien?
- Na sto procent. Ma bransoletkę dawcy narządów i krwi. - Andrzej skinął głową w geście podziwu. Sam był dawcą. Po chwili polecił zamówić sześć jednostek krwi.
- Cholera, z tego drenu płynie krew - rzucił Aleks.
- Tracimy ją - mruknął profesor.
- Nie! Ona nie umrze - zaprotestował Aleks.
- Zatrzymanie akcji serca! - zawołał profesor.
- Aleks, zatkaj dziurę palcem i wykonaj wewnętrzny masaż serca. - Nie miał czasu na myślenie, lecz wiedział jaka odpowiedzialność na nim spoczywa.
- Ma migotanie komór - oznajmił grobowym głosem Aleks.
- Defibrylacja. - W jednej chwili elektrody znalazły się w rękach profesora. Umieścił je na powierzchni serca, by za pomocą prądu elektrycznego przywrócić im właściwy rytm.
- Mam puls! - wykrzyknął Aleks. Nie odrywał wzroku od monitora. Dopiero za trzecim razem serce pacjentki zaczęło bić własnym rytmem.
- Dobrze, podajmy jej płyny, żeby uniknąć wstrząsu.
- Rzut serca się stabilizuje. Ciśnienie rośnie, a puls jest stabilny. - powiedziała pielęgniarka.
- Saturacja też się polepszyła
- Dobra robota - Profesor z podziwem popatrzył na syna. Nie czekając na jego odpowiedź, ruszył w stronę drzwi.
- Chyba Pan o czymś zapomniał, Panie profesorze. - Jej spokojny głos przyniósł mu ukojenie. Skupił na nim całą swoją uwagę, jakby był kołem ratunkowym, które ktoś rzucił mu podczas burzy na wzburzonym morzu.
- Już się przebieram i idziemy do doktor Hany. - stracił rachubę czasu. Chciał być przy tej wizycie.
- Właśnie od niej wracam, powiedziała że … - nie dane jej było dokończyć ponieważ przerwały jej słowa nadchodzącego mężczyzny.
- Moja droga Pani Wiktoria. Jak miło mi Panią widzieć! - Adam stanął przed nią i ucałował jej dłoń. - zawsze jak Panią widzę, to moje serce zaczyna szybciej bić.
- Człowieku opanuj się! - rzucił Andrzej.
- A Pan to kto? - spojrzał na profesora pogardliwym wzrokiem a Wiktoria przyglądała się sytuacji z rozbawieniem.
- Mąż tej Pani.- uśmiechnął się. - Andrzej Falkowicz.
- Wreszcie mogę Pana poznać. Adam Zapała. - powiedział podając mu dłoń.
- Kolejny Zapała.
- Czy mógłbym zaprosić Panią na herbatę? Podobno jest tutaj bardzo dobra. - spojrzał z urokliwym uśmiechem na Wiktorię.
- Czy Pan siebie słyszy? - odrzucił profesor - Proszę już iść.
- Jest Pani niezwykle piękną kobietą – szepnął Wiktorii do ucha.
- Piękną i zajętą – rzuciła biorąc Andrzeja za rękę.
  • awatar Gość: Oj, mam nadzieje że Zapała namiesza:)
  • awatar Gość: swietny rozdział
  • awatar Gość: super <3 ja też czuje, że Zapała namiesza ;) ciekawe jaka to płeć :) pisz szybko
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Witajcie,
Przerwa pomiędzy maturami więc postanowiłam napisać kolejną część. Weny brak, lecz nie chcę Was zaniedbywać no i wypaść z kondycji.
W tej części umieściłam przerobiony utwór "Testament Mój" - Juliusza Słowackiego. Mam nadzieję, że Słowacki nie ma mi za złe.

Zapraszam do czytania

Wiktoria zajadała ogórki z miodem kiedy uznała, że dosyć tego dobrego. Odniosła brudny talerz do kuchni i ruszyła w stronę łazienki. Włożyła koszulę nocną, zaplotła włosy i właśnie zamierzała wklepać w szyję krem, gdy przez okno łazienki usłyszała szczekanie psa, którego odziedziczyła po przyjacielu. Pospieszyła otworzyć mu drzwi zanim obudzi sąsiadów.
- Wchodź, przystojna bestio. - Oddech zamarł jej w piersiach. Remus przemknął obok, a ona stała jak wryta, spoglądając na stojącego w progu mężczyznę. Księżyc oświetlający go z tyłu ukrył mu twarz w cieniu, lecz zauważyła, że miał ciemne włosy i lśniące oczy.
- Jeśli nocą wita pani w ten sposób wszystkich nieznajomych - wycedził - to źle trafiłem. - Wiktoria speszyła się, lecz nie przestraszyła. Gdyby chciał ją skrzywdzić, już by to zrobił. Niemniej cofnęła się i przymknęła drzwi, zostawiając jedynie szparkę.
- W czym mogę pomóc? Zgubił pan drogę?
- Wcale nie - odparł gardłowym głosem
- To czego pan chce?
- Porozmawiać z panią.
- Kim pan jest? - spytała ostro Wiktoria. Niecierpliwie pokręcił głową i ujrzała jego profil, ostry, o gęstych brwiach, mocnym nosie i silnym podbródku. Godny podziwu i... kobiet.
- Jeśli nie powie mi pan, kim jest i po co przyszedł, zamykam drzwi. - Przez ulice przemknęło auto, które rzuciło namiastki światła, więc Wiki ujrzała jego twarz. Był przystojnym mężczyzną. Przystojnym i niestety nieprzyjaźnie nastawionym.
- Adam Zapała - wypalił. - A chcę porozmawiać o czymś, czego nie należy omawiać na zewnątrz. - Spojrzał na nią badawczo. - Nie zaprosi mnie pani?
Adam idąc do ex swojego brata, spodziewał się kogoś brzydszego. Nie takiej drobinki w kusej halce z pięknymi rudymi włosami i o oczach pełnych seksapilu. Wiktoria zaprosiła Adama niepewnym gestem.
-Napije się Pan czegoś? Kawa, herbata? - Spytała.
-Herbaty. Miętowej o ile to nie problem. - Miał ochotę na szkocką, lecz taka propozycja nie padła.
Skierowała się w stronę kuchni i postawiła czajnik na ogniu. W drodze powrotnej ubrała białą bluzkę i luźne szare spodnie. Kilkanaście minut później siedzieli w salonie, popijając herbatę o smaku mięty. Adam milczał. Uporczywie wbijał wzrok w stół, toteż Wiktoria miała okazję lepiej się mu przyjrzeć. Nie przypominał brata. Zapała był szatynem, on brunetem. Zapała był szczupły, on muskularny i poważny. Jak się okazało, Zapała był nieodpowiedzialny, porywczy i niedojrzały. Poczuła narastający gniew, ale zapanowała nas sobą.
-Chłopczyk czy dziewczynka? - powiedział spoglądając na jej spory już brzuch.
-Jeszcze nie wiem. - powiedziała, uśmiechając się na myśl o dziecku. Zaraz jednak przypomniała sobie o wizycie gościa - A Pan w jakiej sprawie?
- Jestem tu z powodu Przemka. - Odstawił delikatnie kubek. - Znalazłem list zaadresowany do Pani.
- Do mnie? - Gdy podniósł głowę, zauważył, że kobieta gwałtownie pobladła.
- Tak. - Wiktoria myślała, że serce wyskoczy jej z piersi. To, co powiedział Adam, zdumiało ją. Po chwili usłyszała szelest otwieranej aktówki.
- Proszę, to koperta z listem. Zostawię Panią samą.- mężczyzna wstał z sofy i po chwili zaczął kierować się w stronę drzwi. - To moja wizytówka, proszę dzwonić jeśli będzie Pani miała jakieś pytania. Życzę Pani spokojnej nocy – ucałował jej dłoń.
- Dziękuję. Do widzenia. - zatrzasnęła za nim drzwi, po czym ruszyła w stronę salonu. Usiadła wygodnie na kanapie. Niezależnie od tego, ile razy patrzyła na ludzką śmierć, nigdy nie zdołała do niej przywyknąć. Tym bardziej śmierć przyjaciela. Delikatnie otworzyła śnieżnobiałą kopertę, po czym zaczęła czytać:

Kochani,
Żyłem z wami, cierpiałem i płakałem z wami,
Nigdy mi, kto szlachetny, nie był obojętny,
Dziś was porzucam i dalej idę w cień - z Ludmiłą -
A jak gdyby jej nie było - idę smętny.
Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica
Ani dla mojej gitary, ani dla imienia:
Imię moje tak przeszło jak błyskawica
I będzie jak dźwięk pusty trwać przez pokolenia.
Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne serce moje spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą -
Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie...
Niech przyjaciele moi siądą przy kieliszku
I zapiją mój pogrzeb - oraz własną biedę:
Jeżeli będę duchem, to się im pokażę,
Jeśli Bóg uwolni mnie od męki - nie przyjdę...

Wasz Zapała

-Pieprzony poeta się znalazł! Co on chciał przez to pokazać? Bawi się moimi uczuciami, mści się za Andrzeja. Co chce osiągnąć?

-------
Tej nocy kiedy Wiktoria przebudziła się, Andrzeja nie było. Poczuła się nagle bardzo samotna. Lekarka zwinęła się w kłębek na łóżku. Po przeżyciach sprzed ostatnich tygodni nie mogła wyobrazić sobie dalszego życia bez Andrzeja. Zastanawiała się, jak w ogóle była w stanie przeżyć tyle lat bez niego. Gdzie on był przez te lata? Co się z nim działo? I dlaczego wcześniej się nie spotkali? Wstała z łóżka i ruszyła w stronę łazienki. Andrzej wszedł do sypialni. Z łazienki połączonej z pokojem buchała para. Przeszedł przez próg łazienki. Zasłona była odsunięta. Zaledwie metr od niego pod prysznicem stała piękna kobieta. Woda obmywała jej idealnie krągłe piersi, a potem spływała w dół, po pięknym zaokrąglonym brzuchu. Andrzej przełknął ślinę, niezdolny zmusić się do oderwania wzroku. Krople wody przywarły do rudawej czupryny włosów. Wbił paznokcie w dłonie, które zaczęły go świerzbić. Ku swojemu zaskoczeniu stwierdził, że zazdrości wodzie. Chciałby być na jej miejscu, badać teraz każdy zakątek jej nieskazitelnej skóry. Wiktoria przyglądała mu się.
-Mój osobisty podglądacz. - na jej wargach rozgościł uśmiech. - Czy byłby Pan łaskaw podać mi ręcznik panie podglądaczu? - Andrzej poczuł, że jego skóra robi się jeszcze gorętsza niż para buchająca z łazienki.
-Jesteś najpiękniejszą kobietą na świecie. - Ciężko dysząc, oparł się o drzwi. Starał się uspokoić, rozszalałe serce.
- Mam nadzieję, pomimo że jestem gruba. - Wiktoria owinęła się szybko grubym białym ręcznikiem i ruszyła w stronę Andrzeja. - Jutro masz się nie spóźnić!
- Tak jest szefowo! Twoje słowo jest dla mnie rozkazem. - Nachyliła się blisko męża i pozostawiła na jego ustach pocałunek.
- Idź spać. Na pewno jesteś zmęczony.
- Po tym wszystkim mam iść spać? - powiedział swoim niskim głosem jednocześnie uniósł brew. Jego wzrok zsunął się po jej dekolcie, po czym wplótł swoją dłoń w dłoń Wiktorii. Zobaczył na jej dłoni obrączkę i przypomniał sobie ten moment.
  • awatar Gość: człowieku o co Ci chodzi? Dziewczyna się stara, pisze. Nie rozumiem tak naprawde w jakim celu tu tak naprawde jesteś. Nie lubisz Falkowicza ? ok, to nie wchodz tu i nie przeszkadzaj tym, którzy lubią FaWi. Skoro jesteś taki mądry to sam coś napisz, bardzo chętnie przeczytamy skoro jesteś takim ekspertem :)
  • awatar Gość: boisz sie slow krytyki ?
  • awatar We_Can_Do_It: @arek: Nie warto komentować.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (19) ›
 

 
Nowa postać w części trzynastej - Adam Zapała.
  • awatar Gość: Opowiadanie odrealnione, Falkowicz nie przypomina Falkowicza. Zero konkretnej fabuły. Co to ma w ogóle być? Ludzie żyjcie własnym życiem.
  • awatar Gość: Świetna tamta część <3 pisz szybko
  • awatar We_Can_Do_It: Zobaczymy, może pojawi się w kolejnych częściach. Kto wie. Spokojnej nocy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Witajcie,
Dwunasta już część opowiadania. Myślę, że po trzynastej części będziemy musieli się rozstać na jakiś czas. Około dwóch, trzech tygodni. Może w międzyczasie dodam jakąś część. Niestety to zależy od sytuacji.
Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do czytania.


Przemek wciąż nie mógł do siebie dojść po tym, co wydarzyło się przed godziną. Gdy dotarł do domu, czuł, że cały drży. Hotel znajdował się nieopodal szpitala. Był to stary ceglany budynek otoczony dziesiątkami starych dębów. Mieszkał w nim, odkąd przeprowadził się do Leśnej Góry. Sięgnął do kieszeni po klucz, kryjąc twarz przed porywistym wiatrem, który zacinał lodowatym deszczem. Obok niego stała reklamówka z półlitrową whisky, którą kupił po drodze. W końcu udało mu się otworzyć drzwi frontowe. Odwiesił kurtkę, zapalił światło i ruszył do kuchni. Agata ruszyła mu naprzeciw. Był jej wdzięczny za to, że nie zadawała zbędnych pytań, choć wiedział, że za chwilę będzie musiał wszystko jej wytłumaczyć. Najgorsze, że na większość pytań, które mogła mu zadać, nie znał odpowiedzi. Usiadł przy stole, udając, że nie zauważa, jak kobieta mu się przygląda.
- Zapała, znów pijesz? - spytała z wymuszonym uśmiechem.
- Agata... - miał świadomość, że stąpa po niepewnym gruncie.
- Dzwoniła Wiki. Była autentycznie zrozpaczona. Wiesz, że ją ranisz? - oznajmiła, klepiąc go po ramieniu - O co Ci tak naprawdę chodzi?
- O nic! – skłamał, niezdolny spojrzeć Agacie w oczy. Jego palce zacisnęły się na szklance z trunkiem.
- Jesteś mi winien wyjaśnienie. To ja muszę znosić Twoje fochy.
- Wiem, Agata. Jestem ci bardzo wdzięczny. – Westchnął, czując, jak uchodzi z niego energia. – Po prostu już sobie z tym nie radzę. Najpierw straciłem Ludmiłę, teraz straciłem Wiki. To dla mnie za dużo. - Oznajmił.
-Aha i rozumiem, że teraz chcesz rozprawić się z przeszłością. Zemścić się pośrednio na Falkowiczu raniąc Wiki. - Spojrzała błagalnie na Przemka. - To głupi pomysł. Widziała, że Przemek zastanawia się nad jej słowami. Wstrzymała oddech, czekając, aż się odezwie. Wiedziała, że jest w stanie zrobić dla niej bardzo dużo, podobnie jak ona dla niego. Zaczęli pracę w szpitalu w tym samym dniu zaraz po rozpoczęciu stażu. Zaprzyjaźnili się od samego początku i wspierali we wszystkim, nie tylko w pracy. Choć pod wieloma względami diametralnie się różnili, doskonale się rozumieli, byli jak brat z siostrą, których łączyła praca i zamiłowanie do medycyny.
- Muszę odseparować się od Wiki.
- Nie podoba mi się to co mówisz, Przemek. - Poderwała się z sofy.
- Wiem, ale...
- To do niczego nie prowadzi. - Wstała i zaczęła chodzić po pokoju. - Rozumiem, że przeżyłeś szok, kiedy dowiedziałeś się o Falkowiczu, o ciąży. Wiedziałeś przecież, że prędzej czy później i tak do tego dojdzie. - Tym razem on nie wytrzymał i wstał, żeby dać upust nagromadzonej
energii.
- Przemyślę to! - Chwycił za butelkę trunku i ruszył w kierunku wyjścia. - Czuł się zagubiony. Nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Nic chciał wracać do przeszłości, ale bał się iść naprzód. Rozmowa z Agatą sprawiła, że poczuł się jeszcze bardziej skołowany.



- Jesteś gotowa, skarbie? Bo się spóźnimy.
- Daj mi jeszcze minutkę – krzyknęła w stronę czekającego na dole Andrzeja.- Wszystko jest za małe! - Tak bardzo cieszyła się na ten wieczór. Na spotkanie z przyjaciółmi i chwilę odpoczynku. Tak dawno nigdzie nie wychodzili. Jednak kiedy dowiedziała się, że będzie tam Przemek, jej radość zgasła. Bała się, nieprzewidzianych sytuacji. Jeśli nie będzie ostrożna, sytuacja się bardzo skomplikuje. Choć umysł ostrzegał ją przed spotkaniem z nim, Adam zapewnił ją że panuje nad sytuacją. Jej przyjaciel zasługuje na szczęście, a od czasu śmierci Ludmiły nie potrafił sobie znaleźć miejsca. Nie miała jednak zamiaru przeżywać sytuacji sprzed kilku dni. Odłożyła na bok szczotkę do włosów, spryskała się ulubionymi perfumami i wyszła z pokoju.
W samochodzie nastała cisza. Mimo najszczerszych chęci nie mogła przestać myśleć o Przemku co nie umknęło uwadze Andrzeja. Widziała, jak się uśmiecha i jak jego oczy błyszczą, gdy patrzy na nią. Na widok tego pełnego pożądania wzroku mimowolnie zadrżała. Sięgnęła dłonią w stronę jego ud. Po niecałym kilometrze Andrzej zatrzymał samochód na poboczu.
- Widzę, że życie Pani doktor niemiłe – powiedział całując ją. Westchnęła. Jego wargi były ciepłe, miękkie i uzależniające. Każda pieszczota jego języka sprawiała, że coś skręcało się w niej od środka. Przesuną rękę na jej ramiona, a następnie na piersi. Jej twarde spragnione dotyku sutki odznaczały się na obcisłej czerwonej sukience. Powoli zaczął je pieścić.
-Dobrze, że mamy duże auto.- powiedział niskim głosem. Zadrżała. Poczuła, jak jego dłonie wędrują do zapięcia, rozpiął guziki i zsunął z niej sukienkę. Ograniczona przestrzeń sprawiała, że byli jeszcze bliżej. Andrzej nie przerywając pocałunku, wsunął palce pod jej stanik. Westchnęła.
-Wszystko dobrze? - mrukną na co ona skinęła głową. Czuła jak mięknie pod wpływem jego pieszczot. Każdy dotyk, każde muśnięcie, sprawiały że pragnęła więcej. Profesor przesunął dłoń niżej na jej talie a następnie udo.
- Tylna kanapa? - powiedział, ujmując ją za podbródek. Przytaknęła.
Ogarnęło go rozbawienie gdy znaleźli się w tylnej części auta, lecz pożądanie wzięło górę. Wpił się w jej usta długim namiętnym pocałunkiem, sprawiając że przywarła do niego całym swoim ciałem. Był delikatny. Wiki cofnęła się i uniosła do góry, przez co patrzyła mu w oczy. Zagryzła wargę i zsunęła się na niego, przyjmując go całego do środka. Andrzej nie był w stanie dłużej czekać. Ujął ją za biodra, jednocześnie rozpalając w sobie jeszcze większy głód.


Gdy spóźnieni dotarli na miejsce, hotel był pełen ludzi. Lekarze i znajomi, spotykali się na cotygodniowych imprezach „u Adama”. Wszyscy rozmawiali, jedli, popijali drinki i piwo. Wiki ruszyła w stronę Agaty, która robiła nowe drinki. Po krótkiej wymianie plotek, Wiki dostrzegła idącego w ich stronę Aleksa, uśmiech mimowolnie pojawił się na jej twarzy. Na horyzoncie pojawiła się jednak Klaudia, która, dostrzegłszy Aleksa, postanowiła przypuścić atak. Aleks bronił się dzielnie, choć nie było łatwo pozbyć się Klaudii. Kiedy wreszcie syn pozbył się Klaudii, Wiki odetchnęła z ulgą. Zaraz potem zaczął rozmawiać z dwoma mężczyznami, Adamem i Andrzejem. Wiktoria rozglądnęła się po pokoju. W tłumie nie mogła dostrzec Przemka. Odstawiła na stolik szklankę, zdając sobie sprawę z tego, że jej ręce drżą. Musi trzymać go na dystans. Nie może mu pozwolić wejść sobie na głowę, bo będzie cierpiała jeszcze bardziej. Wiedziała, że drugi raz nie przeżyłaby takiej męki.
- O co chodzi z tym Przemkiem?
- Co? - Głos Aleksa wyrwał ją z zamyślenia. Oderwała wzrok od tłumu i spojrzała na stojącego przed nią mężczyznę. Aleks promieniał. - Co mówiłeś?
- Pytałem, o co chodzi z Przemkiem.
- Nic - pozornie lekkim tonem oznajmiła Wiktoria. - Z wiekiem dziecinnieje.
- Rozumiem. - W głosie syna zabrzmiało niedowierzanie. - Ojciec się o Ciebie martwi. - Rzucił.
- A Ty synku co jesteś taki radosny?
- Radosny… nie – powiedział po krótkiej przerwie. - Poznałem kogoś. - Oczy jej i Agaty rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Jak się nazywa? - automatycznie zapytała Wiktoria.
- Ile ma lat? - dodała Agata.
- Długo jesteście razem? Powiedz coś! - rzucały serią pytań.
- To trochę skomplikowane. - odparł.
- Nic nam nie powiesz?
- Nie mogę. Dajcie nam czas. To nie takie proste jak myślicie. - rzucił chwytając za szklankę z wodą.
- Jesteś homoseksualistą? - powiedziała oficjalnym tonem Agata. Wiki oczekiwała na odpowiedź z poważną miną.
-Mamo, ja ...- Nie dane było mu dokończyć. W pokoju rozbrzmiał dźwięk telefonu. Falkowicz, po krótkiej wymianie zdań ruszył w stronę Wiktorii. Mężczyzna przyciągnął Wiki do siebie, a ona przylgnęła do niego całym ciałem. Nie wiedziała co się dzieje. Muzyka przycichła. Czuli na sobie wzrok zgromadzonych gości. Chciał wytłumaczyć jej to, co jest niewytłumaczalne.
-Przemek, popełnił samobójstwo. - Nastała cisza. Nic nie zmieni tego, co się stało. Nie mógł sobie wyobrazić gorszego dnia. Nie chciał myśleć o tym, co jeszcze może się wydarzyć. Popatrzył na nią, po czym przytulił ją mocniej.
  • awatar Gość: łoł no nieźle ciekawe jak wiki na to zareaguje a no i kiedy next
  • awatar Gość: Widzę, że wzbudziłaś sporo emocji tą scenką. :D
  • awatar Gość: A mi sie jakoś zapały smutno nie zrobiło. I dobrze, że go nie będzie...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Witajcie.
Minęły dwa tygodnie i dziesięć części od kiedy jestem z Wami. Serdecznie dziękuję za wszystkie komentarze.
Korzystając z okazji, zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia i przeczytania opowiadania mojej znajomej - szanownej Pani Profesorowej. Jest to niezwykła opowieść o FaWi, pełna miłości i świeżości.

http://forum.tvp.pl/index.php?topic=148631.0

Tą część dedykuje wszystkim znajomym z forum. Cieszę się, że jest mi dane Was poznać.

Zapraszam na kolejną część.

Mężczyzna zbudził się nieprzytomny i przez chwilę nie wiedział, gdzie jest. Po nocy spędzonej w fotelu był zziębnięty i zesztywniały. Nic nowego. Przez kilka dni zdarzało mu się to bardzo często. Coraz częściej musiał zmuszać się do przeżycia kolejnego dnia. Potarł zarośnięte policzki, palcami przeczesał włosy i przeciągnął się. Zdumiony spojrzał przez okno. Promienie słońca padały na krople rosy. Mężczyzna oparł czoło o szybę i zamknął oczy, aby nie widzieć nieładu panującego w pokoju, który świadczył o zmarnowanym życiu. Nie było jednak ucieczki przed bólem, więc otworzył oczy. Poruszył ustami, ale ze ściśniętego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Serce biło jak szalone. Mężczyzna szarpnął klamkę, chciał wybiec z domu, lecz drzwi ani drgnęły. Po kilku sekundach uświadomił sobie, że są zamknięte na
klucz, a klucze zostawił na kuchennym stole. Uderzył pięścią w szybę.
- Przemek... - usłyszał głos Ludmiły. - Co ci jest? Źle się czujesz?
Automatycznie odwrócił głowę, a gdy ponownie spojrzał, korytarz był pusty. Dlaczego? Przecież słyszał jej głos. Początkowo zdarzało się to bardzo często. Wszędzie widział Ludmiłę. Wśród tłumu na ulicach migały jej długie złociste włosy, w barach rozlegał się jej radosny śmiech. Jej ulubiony kolor, widziany u innej kobiety, powodował ostry skurcz serca. Teraz znowu się to zdarzyło.
- Zapała! Pytałam, czy dobrze się czujesz?! - krzyknęła Agata.
- Dobrze. Wychodzę. - Spojrzał na zatroskaną przyjaciółkę. Dobrze znał ów wyraz twarzy.
- Chodzi o Wiki? Nie dąsaj się, nikomu nie powiedzieli. Nawet Aleks nie wiedział. - wybiegła za nim.
- Wiem - przerwał jej Przemek. - Zostaw mnie. - Mężczyzna wiedział, że Agata celowo go zagaduje. Każdy temat jest dobry, byle przerwać milczenie.
- Naprawdę lepiej, żebyś z nią porozmawiał.
- Nie – rzucił ostro, ale zorientował się, że przyjaciółka zasługuje na uprzejmość. - Przepraszam cię i dziękuję za troskę. Już dawno powinienem był to zrobić. Wszystko jest w prządku, nie martw się.
- Jak sobie życzysz. Przydałaby ci się pomoc. Wróć przynajmniej do pracy. -rzuciła poklepując mężczyznę po ramieniu i odeszła.
Przemek wolał być sam. Marzył o tym, żeby Agata przestała patrzeć na niego ze współczuciem. Żeby z Wiki układało się jak dawniej. Była przyjacielem, który stoi przy nim, jest na dobre i na złe.
Usiadł na schodach i usłyszał szelest. Uznał, że to wiewiórka która uznała, że nie ma kogo się bać, więc spokojnie żeruje wśród lasów Leśnej Góry. Kątem oka dostrzegł, że tuż obok ktoś się dosiada.
- Przemek! - Smutny głos sprawił, że zamarł.
- Ludmiła? - Imię zostało wypowiedziane cichym, melodyjnym tonem, jakim mówi się do nerwowego źrebięcia, aby nie spłoszyło się i nie uciekło.
- To ja, Ola. Jaka Ludmiła? - Widząc pochyloną postać i twarz zasłoniętą kapeluszem, uległ złudzeniu, że Ludmiła zabita przez Falkowicza powróciła z zaświatów. Intuicyjnie czuł, że każda reakcja będzie niewłaściwa. Każda odpowiedź będzie niewłaściwa. Niechcący musnął palce Oli, która poczuła się jak rażona silnym prądem. Drgnęła, więc Przemek ją schwycił.
- Znowu nie ubrałaś czapki - rzekł cicho. - Ile razy mówiłem, że masz ją nosić?
- Ale... jest... - Usiłowała mówić, lecz słowa uwięzły w ściśniętym gardle.
Przemek widocznie usłyszał jakiś dźwięk albo jedynie odczytał ruch warg. Może pomyślał, że Ludmiła coś mu obiecuje, gdy Ola rozpaczliwie starała się uświadomić mu, że jest maj. Nim wykrztusiła słowo, poczuła jego usta na swoich. Całował czule, ostrożnie, jakby była czymś cennym i delikatnym, co lada moment rozpryśnie się na drobne kawałki lub zniknie. Nieświadoma tego, co robi, oddała pocałunek. Zawarła w nim namiętność i tęsknotę ukochanej. Pocałunek był jak spełnione marzenie, jak cudny sen. Minęła wieczność, nim Przemek oderwał się od słodkich ust i wyprostował. Ola z trudem łapała oddech. Minęła druga wieczność, zanim mężczyzna spojrzał na dziewczynę i zrozumiał rzeczywistość. Radość na jego twarzy ustąpiła miejsca zmieszaniu. Przemek uświadomił sobie błąd. Światło zgasło w oczach, które pociemniały, stały się niezgłębione, nieprzeniknione, mroczne.
- Przemek, wszystko w porządku? - Wstała i zmusiła się do normalnego zachowania, jakby nie zaszło nic krępującego dla obu stron. Pocałunek nie był zawstydzający, lecz skutki niestety tak. Już dawno przekonała się, że z rzeczywistością trudniej sobie radzić niż z ułudą.
- Ja tylko chciałem... Przepraszam - Przemek odsunął się o krok, jakby z każdą sekundą coraz wyraźniej uświadamiał sobie ogrom swej pomyłki. - Przepraszam – powtórzył po czym skierował się w kierunku bramy hotelu rezydentów.


Andrzej wiedział, że ostatnie dni musiały być dla Wiktorii bardzo ciężkie. Widział to w spojrzeniu, jakim go obdarzyła.
- Napijesz się czegoś? - zapytał, starając się powstrzymać cisnące mu się na usta pytania.
- Tak.
- Kakao? – spojrzał na nią podejrzliwym głosem - A może ogóreczki z miodem do tego?
- Bardzo chętnie. - powiedziała z iskierkami w oczach.
Profesor ruszył w stronę kuchni, podczas gdy w jego głowie kłębiły się tysiące myśli. Sięgnął do szafki po kubki, gdy usłyszał, że stojąca za nim Wiktoria płacze. Odwrócił się, w jednej sekundzie.
- Skarbie, co się stało? - Nigdy nie mógł znieść jej łez. Wiki rzadko płakała, dlatego tym bardziej robiło to na nim wrażenie. Objął ją i przytulił. - Powiedz mi, o co chodzi.
- Tak bardzo mi przykro, Andrzej. Nie wiem dlaczego. - Mężczyzna uśmiechną się nieznacznie. Czul, że koszulę ma mokrą od jej łez, ale wcale mu to nie przeszkadzało. Kołysał ją w ramionach, wdychając znajomy zapach, czując, że tak właśnie powinno być. Wsunął jedną dłoń pod jej włosy i zaczął delikatnie gładzić delikatną skórę na karku.
- Cii - szepnął, wtulając twarz w jej włosy. - Nie płacz Wiki, proszę. Rozboli cię głowa, a mnie już boli serce. - Ujął jej twarz w dłonie i pochylił się, by osuszyć jej łzy. Zielone oczy otworzyły się.
- Andrzej... - Wyszeptała jego imię tak cicho, że ledwie je usłyszał. Miał wrażenie, że jakaś żelazna obręcz ściska mu pierś. Wiki puściła jego koszulę i po chwili jej palce z lekkim wahaniem przesunęły się po jego plecach, sprawiając, że fala gorąca przeniknęła jego ciało. Czuł ciepło jej ciała i oszałamiający zapach, który uwielbiał. Chwilę później jego usta napotkały jej gorące, spragnione pocałunków wargi. Musiał jej dotykać, musiał ją czuć, smakować. Znajome dźwięki, jakie wydawała, doprowadzały go do szaleństwa. Całował ją tak mocno, jakby od tego zależało całe jego życie. Wiki wsunęła palce w jego włosy i trzymała go mocno, jakby w obawie, że ucieknie. Andrzej przyciągnął ją do siebie, a ona przylgnęła do niego całym ciałem. Przygryzła dolną wargę profesora i zaczęła niecierpliwie rozpinać guziki jego koszuli. Kiedy Wiktoria wsunęła dłonie pod jego koszulę, nie potrafił już myśleć o niczym innym. Jej dotyk niemal go sparaliżował, doprowadził do stanu najwyższego podniecenia. Jeszcze chwila, a eksploduje. Żadne z nich nie było w stanie przestać. Zerwali z siebie koszule, a kobieta zaczęła się mocować z jego paskiem od spodni. Kiedy wreszcie udało mu się je zrzucić, wziął ją na ręce, a ona objęła go nogami w biodrach. Zataczając się, ruszył w stronę kominka. Profesor położył żonę delikatnie na dywanie. Zdjęli z siebie resztę ubrań i wreszcie przylgnęli do siebie.
- Tak bardzo cię pragnę. - Objął ustami stwardniałe brodawki jej piersi, a ona z cichym jękiem wyprężyła się, błagając o więcej.
- Pospiesz się - szepnęła, wsuwając język w jego ucho. - Nie mamy dużo czasu. Aleks zaraz wraca. - Zamknął jej usta pocałunkiem. To były słowa, których nie chciał teraz słyszeć.
Tylko z nią czuł się spełniony. Tylko ona była w stanie nadać sens jego życiu, ożywić jego ciało.
Znieruchomiał na chwilę, by w pełni przeżyć uczucie, którego doświadczał, lecz po chwili jej niecierpliwe dłonie przypomniały mu o tym, jak bardzo go pragnie. Zaczęli poruszać się zgodnym rytmem, obdarowując się nawzajem tym, co mieli najcenniejszego. Wiktora oplotła go ciasno nogami, jakby nigdy nie mieli się rozstać. Razem dążyli do spełnienia, które obojgu miało przynieść ukojenie. Czas przestał istnieć. Zespoleni w miłosnym uścisku wreszcie osiągnęli rozkosz, która wybuchła w ich ciałach niczym wulkan, sięgając każdej komórki, każdego nerwu, wznosząc ich na wyżyny. Ich serca biły jednym rytmem, oddechy stały się
urywane, a ciała pokrył pot. Gdy wkrótce potem Andrzej opadł obok Wiktorii, nie wypuścił jej z ramion.
Leżał z ręką na jej brzuchu. Czuła na skórze jego ciepły oddech. Palce zanurzył w jej włosach.
Przy nim zawsze czuła się bezpieczna i kochana i teraz również tego doświadczyła. Dotyk jego szorstkiej brody zawsze ją podniecał. Przyciągnęła profesora do siebie i zaczęła go całować, ten natychmiast zareagował na jej pieszczoty. Zaczął ją całować z taką pasją, że po kilku minutach Wiki ponownie była go tak spragniona, jak w pierwszej chwili. Andrzej popatrzył na nią z czułością, a jego oczy pociemniały z pożądania.
– Jesteś taka piękna, kochanie. Cieszę się, że Was mam. - Te słowa, podobnie jak ton jego głosu, rozpaliły w jej sercu ogień. Tym razem Andrzej się nie spieszył. Odkrywał każdy zakątek jej ciała, doprowadzając ją do utraty zmysłów. Błądził ustami po jej ciele, smakując ją i wdychając tak dobrze znajomy zapach. Wiktoria gładziła go po plecach, czując pod palcami gładkie wypukłości mięśni. Uwielbiała go dotykać, uwielbiała
czuć go blisko siebie i wdychać jego zapach. Zanurzyła palce w jego włosach i przycisnęła jego głowę do siebie. Przerwał im dzwonek do drzwi. Sięgnęła po koszulę i ruszyła w stronę wyjścia.
- Przemek?! Co Ty tu robisz?
- Wiki! Słuchaj mnie uważnie. Rozumiem, że nie jesteś kobietą, za jaką cię uważałem. Nie jestem zabawką, z którą możesz zrobić, co ci się podoba. – Podszedł do drzwi i otworzył je na oścież, wpuszczając do domu podmuch zimnego powietrza. Wiki zadrżała, bardziej w reakcji na jego słowa niż z zimna. - Jak możesz mieć dziecko z tym chamem?! Zdradziłaś mnie!
- Czego Pan tu szuka, Panie Przemku? – rzucił Andrzej w stronę mężczyzny.
- Andrzej..- Poczuła na ramieniu jego dłoń i po chwili poczuła na swoich ramionach ciepły koc.
- Musisz wybrać albo on albo ja.
- Zapała, proszę... - powiedziała ze łzami w oczach.
- Rozumiem. To koniec, Wiki – odszedł.
  • awatar Gość: Przemek już na zawsze pozostanie dzieckiem.
  • awatar Kosovar: Przemek to dzieciak :/ część super :)
  • awatar Gość: super
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Witajcie,
Kolejna część, możecie czuć niedosyt. Dziękuję koleżance za wskazówki medyczne.
Mogę teraz rzadziej pisać, ponieważ za trzy tygodnie mam bardzo ważny egzamin.
Postaram się zrobić tak, byście nie byli poszkodowani.
Pozdrawiam

Wiki stała przy dużej ladzie popijając zachłannie ciepłą herbatę. Z niechęcią wysłuchiwała szpitalnych plotek, które z entuzjazmem wyrzucała z siebie Pani Maria. Kobieta odchodziła już od kasy, gdy poczuła dotyk dłoni na swoim ramieniu.
- Widziała go Pani, Pani Wiktorio? - Wiktoria spojrzała na mocno umalowaną Klaudię Pokorską i stłumiła jęk. Znana z zamiłowania do krótkich spódniczek pielęgniarka z oddziału kardiologi patrzyła wciąż na drugą stronę korytarza.
- Kogo? - Wiki odeszła od Pani Marii z sernikiem w ręku i usiadła, by trochę odpocząć przed rozpoczęciem dyżuru.
- Tego nowego stażystę. Zaczął pracę tydzień temu, ale Pani nie było wtedy w szpitalu. - Klaudia poprawiła kosmyk tlenionych włosów i mocniej wychyliła głowę w stronę korytarza. Chłopak właśnie rozmawiał z Samborem. - Och, tak! Ależ jest seksowny! - Wiki z trudem powstrzymała uśmiech, widząc, jak Pani Maria przewróciła oczami. Wiki wiedziała jednak, że jej zauroczenia nigdy nie trwały długo, gdyż zazwyczaj na horyzoncie pojawiała się następna zdobycz i cała zabawa zaczynała się od nowa.
- Wiem tylko, że jest wolny, ale na razie nie dowiedziałam się niczego więcej. - Uszminkowane usta Klaudii wygięły się w grymasie niezadowolenia. - Nie był zbyt chętny do rozmowy, niespecjalnie chciał
odpowiadać na pytania. - Wiki wcale mu się nie dziwiła. Najwyraźniej znał się na ludziach, skoro już pierwszego dnia znajomości właściwie ocenił Klaudię i trzymał ją na dystans. Ta kobieta potrafiła być bardzo przykra, jeśli się uparła.
- Nie pozwolę, żeby wyśliznął mi się z rąk. Czuję przez skórę, że to coś więcej niż zazwyczaj. - Zatarła ręce niczym myśliwy szykujący się do polowania. Wiktoria potrząsnęła głową i wzięła kolejny kęs ciasta. Podeszła do futryny bufetu, zaciekawiona, jak wygląda mężczyzna, który zrobił na Klaudii aż takie wrażenie. Miał na sobie dżinsy i ciemną marynarkę. Nie mogłaby zapomnieć tej sylwetki i tak dobrze znanego jej profilu. Ruszyła korytarzem po czym dojrzała stojącego przy stanowisku pielęgniarskim chłopaka. Nie miała wątpliwości. Zastanawiała się co on tutaj robi.
- Pani Wiktorio, wszystko w porządku? – zapytała Ola, która właśnie wiozła pacjenta z prześwietlenia na oddział.
- Słucham? - Wiki zamrugała powiekami, spoglądając z roztargnieniem na stażystkę. – Nic mi nie jest, wracaj na odział. Dzięki. - Ola uśmiechnęła się i zerknęła w stronę stanowiska pielęgniarek.
- Niezły, prawda?
- Słucham?
- Nasz nowy lekarz. Aleks. Ma zastąpić doktora Konice, który będzie na zwolnieniu dłużej, niż się wydawało. Zaczął pracę tydzień temu. Podobno jest bardzo dobry, choć jeszcze studiuje. No i podbił serca wszystkich dziewczyn z personelu. Oczywiście na czele z Klaudią, ale to nikogo nie dziwi. - Ola uśmiechnęła się i popchnęła wózek z pacjentem w kierunku gabinetu zabiegowego. Kiedy zamknęły się za nią drzwi, Wiki nadal tkwiła przy ścianie. Dopiero po dłuższej chwili sytuacja zmusiła ją, by pójść do toalety.
- Nie zauważyłam, że mój syn pracuje w moim szpitalu - Wiktoria ukryła twarz w dłoniach. - Dlaczego nic mi nie powiedział? A może mówił, tylko ja nie słuchałam. - Wiktoria objęła się ramionami, jakby w ten sposób chciała się pocieszyć. Kiedy usłyszała, że jakieś kobiety ze śmiechem weszły do łazienki, przytknęła dłoń do ust, żeby znów nie zwymiotować.
Godziny pracy ciągnęły się w nieskończoność. Najchętniej spędziłaby resztę dnia w toalecie, ale wiedziała, że to niemożliwe. Potrzebują jej pacjenci i musiała skonfrontować się z jej mężczyznami.
Z zamyślenia wyrwała ją Ola, która w pośpiechu rzuciła ciepłym tonem.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale jadą do nas dwie karetki. W mieście był wypadek. Starsza kobieta chyba dostała zawału za kierownicą i wjechała na chodnik. Jeden z przechodniów ma złamaną nogę. Sambor ruszył za Wiktorią na izbę. Wiktoria założyła fartuch i rękawiczki.
– Ja z Niną zajmę się pierwszym – polecił. – Wiktoria, z Aleksem zajmij się tą kobietą. A ty, Borys z Klaudią czekacie na karetkę. Van Graff już jest, a radiolog zaraz będzie. Czy ktoś we gdzie jest doktor Zapała?! - nie otrzymał odpowiedzi - Wszyscy gotowi? - zebrani w gabinecie skinęli głowami i zajęli się swoją pracą. Nina wyjęła zestaw do podłączenia kroplówki, pielęgniarka zaczęła przygotowywać probówki do pobrania krwi, a Wiki zadzwoniła do laboratorium. Borys ruszył z Klaudią przed szpital. Tam mieli zaczekać na karetkę. Wiki pierwszy raz miała okazję spotkać się z Aleksem w szpitalu.
- Mam nadzieję, że będzie ci się tu dobrze pracować – mruknęła pod
nosem, jednocześnie zakładając dren pacjentowi.
- Dzięki mamo i przepraszam, że nic o tym nie wiedziałaś. - Pacjentka miała otwarte złamanie nogi i, o ile Aleks zdążył się zorientować, straciła dużo krwi. - Ma wieloodłamowe otwarte złamanie kości prawego podudzia, stłuczenie kości udowej i mocno krwawi. Niewykluczone, że ma też złamaną miednicę. - Wiktoria z uwagą słuchała uwag syna. Sambor przysłuchiwał się wywodom chłopaka.
-Jest we wstrząsie i ma bardzo niskie ciśnienie. - dodała Wiktoria. Aleks założył wenflon do żyły i zapewnił drożność dróg oddechowych pacjentki. Wiktoria spojrzała na zapis EKG i monitor rejestrujący parametry życiowe. Aleks w tym czasie ostrożnie rozciął spodnie pacjentki i zajął się badaniem uszkodzonej kończyny.
- Źrenice równe, symetryczne, prawidłowo reagujące na światło. Drogi
oddechowe drożne. Bez cech uszkodzenia kręgosłupa szyjnego - poinformowała Wiki.
- Podłączono płyny i pobrano krew do badań. Pielęgniarka, która zaniosła
ją do laboratorium, miała zamówić dwie jednostki krwi, którą Pan Aleksander polecił przetoczyć pacjentce. - powiedziała oddziałowa.
- Aleks, możesz założyć pacjentce cewnik? - Przyszły lekarz skinął głową i poprosił pielęgniarkę o potrzebny zestaw.
- Musimy unieruchomić tę kończynę.
- Co tam masz? - wtrącił się Andrzej, który niespostrzeżenie wszedł do sali.
- Otwarte złamanie kości piszczelowej, strzałkowej i udowej, i to co najmniej w dwóch miejscach. Prawa rzepka jest przemieszczona. Zdjęcie
powie nam, jaki jest rozmiar szkód. Trzeba też ocenić miednicę, ale zanim
zrobimy zdjęcie, muszę zatamować krwawienie. Nie wiem, czy nie została
uszkodzona tętnica udowa. - Wiktoria była pod wrażeniem, jej syn coraz bardziej ją zadziwiał i imponował.
Andrzej zerknął na kroplówkę, by sprawdzić, w jakim tempie spływa płyn.
- Jak ci idzie? - zapytał zerkając jednocześnie na Wiktorie.
- Doskonale. Muszę tylko założyć opatrunek uciskowy. Pacjentkę czeka teraz dość długa operacja - Podniósł wzrok i popatrzył w oczy profesorowi. - Chyba powinniśmy zrobić blokadę nerwu udowego.
- Bardzo dobrze! Potem zrobimy rentgen.
- To co, idę się przygotować do operacji. - powiedziała Wiktoria z uśmiechem na twarzy.
- Chyba żartujesz! W Twoim stanie. - poczuła na sobie wzrok personelu obecnego w sali - Operuję ja i Aleks. Ty odpoczywasz! - Andrzej wziął od Wiki strzykawkę z lidokainą i zaczął ostrzykiwać nerw. Kiedy środek znieczulający zaczął działać, Andrzej przystąpił do pracy. Popatrzył na monitor i polecił podłączyć kolejną jednostkę krwi. - Dobrze, a teraz przygotujemy pacjentkę do przewiezienia do sali operacyjnej. Aleks, przygotuj się. Zaraz zaczynamy.
  • awatar Gość: kiedy next?
  • awatar Gość: swietnie czekamy na next
  • awatar Gość: Klaudusia sobie nowa ofiare upatrzyla, może byc bardzo ciekawie. Z niecierpliwością czekam na kolejną częśc
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Witajcie,
Część nie po mojej myśli, ale może przypadnie Wam do gustu.
Miłej lektury

Patrzyła na Andrzeja leżącego na łóżku szpitalnym, zdezorientowanego, przestraszonego i nie mogła uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. Że kilka słów wystarczy, by trafić na łóżko szpitalne. Wplotła mocniej palce w jego dłoń, czując, że nadchodzi najtrudniejsza chwila w trakcie tego wieczoru. Podniósł wzrok i uśmiechnął się w stronę Wiktorii. Na myśl przyszły mu wspomnienia sprzed godziny.

„- Powinniśmy kupić nowe auto. - rzuciła niespodziewanie Wiktoria.
- Słucham? Coś nie tak z moim. - Wiktoria spojrzała na niego wyciągając z torebki katalog. - Co to jest?
- Zobacz. - patrzył na jej miły uśmiech, oczy pełne troski i strachu.
- Ale to nie są auta, tylko wózki.
- Andrzej! Andrzej! - profesor po krótkiej chwili zsunął się na ziemię wprawiając Wiktorię w osłupienie. Kobieta automatycznie chwyciła za telefon wybierając numer pogotowia.”

Profesor nigdy nie zastanawiał się, co to znaczy być prawdziwym ojcem, ale teraz ogarnęły go różne uczucia i różne myśli. Wyobraził sobie dziecko z ciemnymi włosami i zielonymi oczami, które będzie
tulił do siebie wieczorami, wróciwszy z pracy do domu. A później, kiedy dorośnie, będą
zabierać je z Wiktorią do szpitala, do teatru, na mecze. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, wnętrze sali wypełniały tylko łagodne dźwięki wiatru zza okna. Andrzej zaczął odczuwać dziwne napięcie.
- Więc... - zaczął ostrożnie. - Byłaś u ginekologa? Który to tydzień? - powiedział z najpiękniejszym uśmiechem jaki tylko widziała. Spojrzała na niego zdumiona. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim nastroju.
- Andrzej oczywiście, że byłam. Ósmy tydzień - odparła.
- Tak czułem. To była ta noc! - odezwał się filozoficznie.
- Słucham? O czym Ty mówisz?
- Zadajesz za dużo pytań kochanie. Życie jest zbyt krótkie, żeby szukać odpowiedzi na wszystkie pytania. Po prostu połóż się i zrelaksuj.
- W porządku. - Wzruszyła lekko ramionami. Skoro tak chciał... - Położyła się obok Falkowicza, odchyliła głowę na jego tors i delikatnie wplotła palce w jego dłoń. Nie mógł się powstrzymać, żeby nie rzucać na nią ukradkowych spojrzeń. Zastanawiał się, o czym myślała, kiedy tak spoglądała w milczeniu przez okno. Poskromił swoją ciekawość i skupił się na rozmyślaniu o przyszłości. Będzie jeszcze czas na zadawanie pytań. Po chwili ciszy zerknął na Wiktorie i zauważył, że wpatruje się w niego intensywnie.
- Co się stało? Mam coś na twarzy?
- Co to za blizna? - spytała, dotykając lekko jego ramienia.
- Zraniłeś się tutaj? - Poczuł, jak momentalnie ogarnia go napięcie. Doskonale wiedział, jaką bliznę miała na myśli. Potrząsnął lekko głową, uśmiechając się i odpowiedział lekkim tonem.
- To nic takiego. Wypadek w dzieciństwie.
- Jaki wypadek? - nalegała.
- Nie warto wspominać, stare dzieje - próbował bagatelizować sprawę.
- Mimo wszystko chciałabym to usłyszeć - nie dawała za wygraną.
- Nie wiem, czy mam ochotę o tym opowiedzieć – wyrwało się mu.
- Andrzej, chyba coś przede mną ukrywasz. Coś ważnego...
- Nie wiem, czy Ci mówiłem, ale wyprowadziłem się z domu, kiedy miałem szesnaście lat - odparł Andrzej, patrząc przez okno. - Jeśli więc chciałem jeść coś więcej niż zupki w proszku i tosty, musiałem nauczyć się gotować.
- Tak wcześnie? - zdziwiła się. - Byłeś jednym z tych młodych zapaleńców chcących podbić świat? - zaśmiała się.
- Raczej za wszelką cenę pragnąłem niezależności i byłem zdeterminowany, aby osiągnąć sukces.
- Niesamowite! Moim największym pragnieniem w tym wieku było wyjść za Grześka Bukarczyka, najfajniejszego chłopaka z klasy.
- Wygląda na to, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają - zauważył z lekko kpiącym uśmieszkiem.
- Czy to rodzice motywowali cię do takich działań? - spytała, naprowadzając rozmowę na właściwe tory. - Byli motorem twojego sukcesu?
- Nie, nic podobnego. Moim jedynym motorem było pragnienie, żebym nie skończył tak jak ojciec.
- Powiedz coś więcej - poprosiła zbliżając się do niego.
- Od kiedy pamiętam, ojciec przepijał większość pieniędzy. Matka ledwo wiązała koniec z końcem. Kiedy mój brat zmarł, ojciec zupełnie się stoczył. Stracił pracę, ciągle przesiadywał w barze. Dlatego wyprowadziłem się z domu zaraz po szesnastych urodzinach.
- Był alkoholikiem?
- Być może. Ja zawsze myślałem, że ma po prostu słaby charakter. Pijaństwo to świetna wymówka, żeby nie podejmować żadnej decyzji.
- I dlatego postanowiłeś przeżyć swoje życie zupełnie inaczej?
- Właśnie. Postanowiłem wziąć się z życiem za bary, nie bać się ryzyka, nowych wyzwań. Realizować swoje pomysły i ruszać po kolejną przygodę. - Wiktoria słuchała go i mimo woli serce ściskało jej się boleśnie.
- A Toja mama? - spytała Wiki łagodnie. - Jak sobie radziła? - Spuścił wzrok, ale zdążyła zauważyć w jego spojrzeniu poczucie winy.
- Czasami do mnie pisała i wspominała, że jest nieszczęśliwa, ale cóż... Wtedy wydawało mi się, że przede wszystkim muszę zarabiać, osiągnąć pewną stabilizację. Byłem niezły z biologii i chemii. Nie chciałem tego zmarnować. Wyjechałem na studia do Warszawy. - Odgarnął jej kosmyk włosów i po chwili ciągnął dalej - Kilka lat później uznałem za stosowne wrócić i rozliczyć się z przeszłością.
- Andrzej - wyszeptała ze współczuciem i szybko zamrugała powiekami, żeby powstrzymać cisnące się do oczu łzy. - Zamilkł na chwilę i chyba wiedziała, o czym teraz myślał. Widać było, jak bardzo ciążyło mu to poczucie odpowiedzialności. Pewnie nigdy więcej nie chciałby być dla nikogo jedyną ostoją.
- Co się stało z twoim ojcem? - spytała, przerywając milczenie.
- Zmarł pięć lat temu.
- Mieszkałeś już wtedy w Leśnej Górze?
- Nie. Wyjechałem zaraz po jego pogrzebie – powiedział niechętnie. - Patrzyła na niego z troską i zastanawiała się, co powiedzieć. Jako dziecko przeżył więcej niż niejeden człowiek przez całe życie. Dlatego postanowił schować się pod maską chłodnego, pełnego dystansu profesora. Kontrolował emocje, bo bał się cierpienia. Andrzej wziął jej drobne dłonie i ułożył sobie w jednej ręce, drugą odgarniał za ucho kosmyki jej włosów i odezwał się miękko – Obiecałem sobie, że jak będę miał własne dzieci będę dla nich autorytetem. Nie doznają krzywdy, będą najbardziej rozpieszczonymi dziećmi na świecie. Odkąd poznałem Aleksa tym właśnie się kierowałem. Tak samo będzie i teraz - Uśmiechnął się, mierząc wzrokiem jej osłonięte cienką jedwabną suknią ciało, po czym dotknął znów ostrożnie jej lekko zaokrąglonego brzucha i roześmiał się radośnie. - Będę się wami opiekował, dopóki starczy mi sił. Dam wam wszystko, czego zapragniecie. - Patrzyła na jego miły uśmiech, oczy pełne troski i miłości.- Wiki!
-Coo?! - spytała, poprawiając się na łóżku.
-Czujesz, że to będzie dziewczynka? - uśmiechnął się do niej na co Wiktoria odpowiedziała śmiechem. Przy drzwiach stał Zapała, który przysłuchiwał się rozmowie. Po ostatnich słowach profesora skierował się w stronę wyjścia.
  • awatar Gość: kiedy kolejna czesc
  • awatar Gość: Wzruszylam sie.Uwielbiam Twoje opowiadania.Maja rozne odcienie,prekazujesz w nich najrozniejsze uczucia.Najlepsze opowiadania o Fawi ever!!!
  • awatar Gość: swietny rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Witajcie,
Kolejna część. Dziś wcześniej.
Miłego czytania.

Gdy zobaczyła go wchodzącego do holu przeszył ją dreszcz. Poczuła na sobie jego spojrzenie. Uśmiechnął się do niej lekko i jej puls oszalał. Czuła, że krew dudni jej w żyłach i miękną kolana. Wciąż potrafił ją oczarować i bała się, że jest to nazbyt widoczne. Jakby tego było mało, zatrzymał się i patrzył na nią. Jej wzrok jak zaczarowany przywarł do jego sylwetki. Stali tak po przeciwnych stronach pomieszczenia wpatrzeni jedno w drugie. Prawdopodobnie zaczerwieniła się po koniuszki włosów, bo poczuła falę gorąca. Podszedł do niej. Poczuła mrowienie w stopach, krew uderzyła jej do głowy. Zapach jego perfum, przywodził na myśl letni deszcz. Wokół tłoczyło się pełno gości, którzy rzucali na nich swoje ciekawskie spojrzenia. Andrzej nie zważając na śledzące ich spojrzenia pocałował ją, po czym pogłaskał palcem jej policzek i uśmiechnął się. Kątem oka Andrzej zauważył podążającego ku nim Adama.
- Czego chcesz? Przeszkadzasz. - odezwał się służbowym tonem profesor.
- Dobry wieczór. Chciałem się tylko przywitać. - powiedział, z trudem łapiąc oddech. Uśmiechnął się ponuro do Wiktorii.
- Nie teraz! Jak może Pan zauważył, jestem zajęty. - odparł - Jak zwykle nie ma wyczucia. - rzucił prostując się na całą wysokość.
- Przepraszam, nie chciałem przeszkodzić. - tłumaczył się młody lekarz. - Udanego odczytu. - Ruszył w stronę wielkiej sali, z której dochodziły już dźwięki rozmów, wesołe śmiechy i brzęk kieliszków. Wiktoria wybuchnęła śmiechem na widok komicznie przerażonej miny Adama.
- Spokojnie. - powiedziała nieoczekiwanie - Chodźmy - Odsunęła drzwi i weszli do środka. Stoły były pięknie udekorowane, na ścianach wisiały stare obrazy, w wazonach stały świeże bukiety czerwonych róż, a wszystko oświetlał ciepły blask setek świec. Andrzej rozejrzał się ciekawie po twarzach gości. Było kilku dziennikarzy, znani politycy, wybitni lekarze z całego kraju. Widać było, że wszyscy dobrze się bawią.
- Muszka – stwierdziła Wiktoria - Doda Ci uroku. - Andrzej zdał sobie sprawę, jak bardzo miała wszystko pod kontrolą. Nic, co się działo wokół, nie uszło jej uwadze. Zauważył, że wyraźnie się ucieszyła, kiedy włożył muszkę. Czasem miał wrażenie, że Wiki należy do tych kobiet, które za wszelką cenę chcą podporządkować sobie męża. Nie zniósłby tego. Za bardzo cenił sobie wolność i niezależność, nie lubił słuchać niczyich rozkazów, nie cierpiał żadnych ograniczeń. Zerknął na nią podejrzliwie i znajome dreszcze przebiegły jego ciało. Rozmawiała już z właścicielem jednej z warszawskich klinik. Andrzej poczuł dziwne ukłucie zazdrości. W tej czerwonej sukience była prześliczna. Szczupła, delikatna, bardzo kobieca. Nic dziwnego, że przyciągała uwagę wszystkich facetów na sali. Ruszył w stronę baru. Mimowolnie usłyszał tam fragment rozmowy na jej temat i poczuł dziwną ochotę, żeby ją stąd zabrać. Mało kto wiedział, że są małżeństwem. Podszedł do niej i pod jakimś błahym pretekstem odciągnął ją na bok. Z dala od wina i wygłodniałych męskich oczu. Podsunął jej krzesło, a ona opadła na nie z ulgą. Musiała być nieludzko zmęczona a kulminacyjny punkt wieczoru był jeszcze przed nimi. Usiadł obok, owionął go rozkoszny zapach jej perfum. Słodka woń była bardzo podniecająca.
„Uwaga, kłopoty!” - Andrzej usłyszał dzwonek ostrzegawczy w głowie i rozsądek podpowiedział mu, że powinien natychmiast uciec. Gdziekolwiek, byłe dalej od Przemka Zapały. Ucałował żonę i pod pretekstem obiecanej rozmowy z profesorem Zakonowskim odszedł.
- Wspaniała impreza, Wiki– powiedział Przemek z uznaniem. - Naprawdę Falkowicz nie zarabia na tym ani grosza? Zorganizowaliście to wszystko w czynie informacyjnym? - zapytał podejrzliwie.
- W dużej mierze tak, chociaż znaleźliśmy sponsorów na rozwój badań. Na szczęście Andrzej ma wielu zwolenników.
- Nie sądziłem, że i ty do nich należysz.
- Jestem jego żoną, Przemek.
- No tak, nie mogę się przywyknąć. - stwierdził oziębłym tonem. - Jak się Wam układa? - Zastanawiała się chwilę, co odpowiedzieć, żeby nie zdradzić za dużo. Na szczęście właśnie spostrzegła Sambora zmierzającego w ich kierunku.
- Pani Wiktorio muszę przyznać, że dawno tak dobrze się nie bawiłem! - powiedział, Wiktoria wstała i uściskała go serdecznie. Przemek był zaskoczony, widząc nagłą zmianę w jej zachowaniu.
- Cieszę się, że dobrze się Pan bawi – oznajmiła z uśmiechem. - Niech Pan nie zapomina, że za kilka minut Andrzej ma odczyt, więc proszę jeszcze nie uciekać!
- Nigdzie się nie wybieram. Jestem ciekaw ostatniego etapu badań. - zaśmiał się Sambor po czym odwrócił się do Przemka - A Pan, panie Przemku co taki markotny dzisiaj? - rozmowę przerwał im Andrzej.
- Witam pana ordynatora. Mam nadzieję, że dobrze się Pan bawi. - zapytał z udawanym zainteresowaniem na co Sambor odpowiedział skinieniem głowy.
- Czas na nas, Andrzej. Miło się gawędzi, ale musisz już wyjść na scenę.
Przemówienie profesora wypadło doskonale. Było lekkie, profesjonalne, fachowe i spowodowało kolejny wysyp datków na rzecz badań. Konsylium z pewnością należało do udanych. Wiktoria siedziała przy stoliku, tuż pod dużym obrazem z pierwszym królem polski. Zauważyła, że ktoś się jej przygląda. Przystojny blondyn stojący w drugim końcu sali nie spuszczał z niej oka. Zastanawiała się, czy Ci podrywacze wyrastają jak grzyby po deszczu. Mężczyzna uniósł swój kieliszek w niemym toaście i skinął lekko głową. Wiktoria odpowiedziała uprzejmym, oficjalnym uśmiechem, wstała i odwróciła się na pięcie. Na szczęście właśnie zauważyła Agatę, która wróciła z tygodniowego szkolenia w Bostonie. Szybkim krokiem podeszła do przyjaciółki i przywitała się serdecznie.
- Opowiadaj, jak było? - spytała zaciekawiona.
- Super! Doskonała klinika, pyszne jedzenie i mnóstwo przystojnych mężczyzn. Nie miałam ochoty wracać. A mówiąc o facetach, zauważyłam, że ten wysoki blondyn pożera cię wzrokiem.
- Agata! Nie jestem zainteresowana, mam męża. - mruknęła z ciężkim westchnieniem.
Po wielogodzinnych rozmowach, pytań w kierunku Andrzeja goście zaczęli się rozchodzić. Wiktoria zmęczona ruszyła w stronę wyjścia. Ze zdumieniem zauważyła, że Aleks z Andrzejem stali na zewnątrz pogrążeni do reszty w rozmowie. Aleks machnął ręką w stronę Wiktorii w geście pożegnania i odjechał ich autem. Czuła, jak wieczorna bryza delikatnie pieści jej nagą skórę na ramionach. Gdzieś wysoko na wieczornym niebie słychać było klucz przelatujących gęsi, a ją przejął rozkoszny dreszcz. Jakby instynktownie wyczuwając jej emocje, Andrzej podszedł do niej i przytulił ją czule. Była taka bezpieczna w jego mocnych ramionach. Ich usta zetknęły się w gwałtownym pocałunku. Poczuła na plecach jego silne ramię, od którego promieniowało cudowne ciepło, i miała wrażenie, że to jest właśnie jej bezpieczna przystań. Pocałunek trwał i trwał, odnajdując własny rytm. Ich języki tańczyły namiętny taniec. Czuli potrzebę jeszcze większej bliskości, oddania, namiętności. Kątem oka zauważyła wychodzących lekarzy. Chciała się odsunąć, ale Falkowicz przytrzymał ją i pocałował w czubek nosa. Skierowali się w stronę najbliższej ławki. Przysunęła się bliżej, wtuliła twarz w jego szyję i wdychała jego ciepły zapach. Pochylił się i zaczął ją całować. Namiętnie, żarliwie, obiecująco. Zamilkli na chwilę.
- Powinniśmy kupić nowe auto. - rzuciła niespodziewanie Wiktoria.
- Słucham? Coś nie tak z moim. - Wiktoria spojrzała na niego wyciągając z torebki katalog. - Co to jest?
- Zobacz. - patrzył na jej miły uśmiech, oczy pełne troski i strachu.
- Ale to nie są auta, tylko wózki.
  • awatar Gość: hehe i co na to Falkowicz ?:)
  • awatar Gość: next, prosze bo jest cudowne
  • awatar Gość: kocham to jest najlepsze opko jakie czytalam tyle tu uczucia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (18) ›
 

 
Witajcie,
W moim mniemaniu najgorsza część. Dlaczego? Nienawidzę pisać dialogów. Są niezwykle męczące w opisie.

Przy okazji pragnę serdecznie pozdrowić wszystkich forumowiczów i podziękować za miłe przywitanie.
Dla Was postaram się napisać lepszą kolejną część i w pełni FaWi.

Miłego czytania.

Piosenka „I don't like mondays” rozbrzmiewała w kuchni państwa Falkowiczów, podczas gdy męska część rodziny przygotowywała się na spotkanie z rektorem uczelni. Andrzej założył swój najlepszy garnitur, po czym pobiegł do sypialni. Uchylił lekko drzwi, po czym skierował się w stronę łóżka.
- Wiki - mówił, całując delikatnie żonę w dłoń. - Wiki, obudź się.
- Śpię! - powiedziała ochrypłym głosem. Odwróciła się w stronę Andrzeja i otworzyła jedno oko. - Co...
- Jedziemy z Aleksem na uczelnie. Będziemy za dwie godzinki.
- Dobrze. Uważajcie na siebie. – uśmiechnęła na kolejny pocałunek Andrzeja. - Dasz mi spać?
- Teraz tak – rzucił po czym wyszedł.

Aleks nerwowo przestępował z nogi na nogę. Chwycił z podłogi swoją aktówkę i mocno zacisnął w pięści. Ruszyli w kierunku auta. Przez chwilę jechali w milczeniu, wnętrze samochodu wypełniały tylko łagodne dźwięki muzyki. Aleks wiercił się na siedzeniu podczas jazdy. Denerwował się wizytą z rektorem. Dzisiaj musiał podjąć ważną decyzję. Zastanawiał się nad nią bardzo długo. Nie miał najmniejszych wątpliwości, że decyzja, jaką podejmie, zaważy na jego przyszłej karierze. Dojechali. Spojrzał na Falkowicza, co dodało mu trochę odwagi, ale przed zamkniętymi drzwiami rektora opuściła go odwaga. Nagle zaczął mieć wątpliwości.
- Wszystko w porządku, Aleks. Pamiętaj, to Twoja decyzja. Jeśli tego nie chcesz, to wrócimy. - spojrzał na niego.
- Chcę, chodźmy. - Andrzej tylko się uśmiechnął.
Aleks pchnął drzwi rektora. Pierwszą rzeczą, którą zobaczył, było duże dębowe biurko na którym leżały całe sterty papierów i piękna XIX wieczna lampa. Zafascynowany antykiem, nie spostrzegł jak zza biurka wyłonił się postawny starszy mężczyzna.
- Witam, Pana rektora – Andrzej skinął głową w kierunku mężczyzny.
- Dzień dobry, panie profesorze - rzucił, uśmiechając się szeroko.- Miło Cię widzieć Andrzej.
- Wzajemnie. Poznaj mojego syna, Aleksandra. - wskazał dłonią w stronę chłopaka.
- Aleksander Falkowicz, miło mi Pana poznać. - skinął głową z należnym szacunkiem.
- Miło mi Cię poznać młody człowieku. Chodzą słuchy o Tobie. Już jesteś sławny. - podążyli za rektorem do biurka.
Drzwi się otworzyły i Andrzej zaskoczony ujrzał profesor Dominikę Kasińską. W pierwszej chwili mimowolny uśmiech wypłynął mu na twarz, szybko jednak przypomniał sobie wszystko, co o niej wiedział, i uśmiech gdzieś się ulotnił. Zdezorientowany przeniósł wzrok z jej pełnej napięcia i zaskoczenia twarzy na zadowoloną minę Aleksa.
- Witam - niemal szepnął w stronę kobiety.
- Dzień dobry Pani profesor, w czym mogę Pani pomóc? - rektor postanowił przejąć inicjatywę.
- Przyniosłam dokumenty, o które Pan prosił. - wycedziła napiętym tonem.
Wyjęła dokumenty z teczki i delikatnie podała je rektorowi. Kontem oka spojrzała na Aleksa, który niezdarnie usiłował czegoś znaleźć w swojej aktówce. Gdy tylko zniknęła za drzwiami, Andrzej spojrzał na rektora
ostro i spytał:
- Co tu robi profesor Kasińska?
- Wykłada medycynę ratunkową na IV roku. - rzucił patrząc na niego pytająco, po chwili dodał. - Domyślam się, że przyszedłeś tu w sprawie tego młodzieńca.
- Tak, ja właśnie w sprawie studiów Aleksa. - powiedział wciąż zdezorientowany wizytą kobiety.
- Nie chce studiować – rektor spojrzał na niego ze zdumieniem – To znaczy chciałbym przystąpić do egzaminu komisyjnego, by razu obronić tytuł magistra.
- Chłopcze, czy Ty zdajesz sobie sprawę jakie to skomplikowane. Sądzę, że to nie najlepszy pomysł. - stwierdził zdumiony tym pomysłem.
- Ostatnio przeprowadził ze mną przeszczep wątroby. Nie każdy chirurg podczas swej kariery ma możliwość asystować przy tego typu operacji. - oznajmił profesor stanowczym głosem.
- Ale Andrzej, czy ty wiesz ile to procedur? Poza tym trzeba powołać specjalną komisje... - Na szczęście dla Falkowicza pisk hamulców pod oknem rektora przerwał tę lawinę pytań.
- To jakiś problem? Zarówno kompetencje jak i umiejętności posiada. Obecnie pracuje i szkoli się w szpitalu pod moim czujnym okiem. - wyczekiwał reakcji rektora.
- Zgadzam się. - Andrzej skinął głową w jego kierunku - Ale chcę coś w zamian. - patrzył Andrzejowi w oczy – przeprowadzisz serie wykładów na III roku.
- Bardzo bym chciał, ale mam szpital i badania na głowie. Ale Aleksander bardzo chętnie poprowadzi te wykłady. - oczekiwał na odpowiedź, jak na wyrok. Aleks tylko przysłuchiwał się tej rozmowie. Z perspektywy świadka wyglądała jak dialog starych wyjadaczy.
- Ręczysz za młodego? - nie spuszczał wzroku z profesora.
- Zawiodłeś się kiedyś na Falkowiczu?
- Dobrze, zgadzam się. - spojrzał na Aleksa. - Zaczynasz jutro młody człowieku. Będziesz prowadził zajęcia dla III roku z genetyki klinicznej.
- To będzie dla mnie zaszczyt. Jeśli Pan pozwoli pokażę Panu moją pracę na temat przełyku Barretta.
- Myśli Pan o onkologii? - zainteresował się rektor.
- Raczej o chirurgicznym leczeniu nowotworów. - rzucił - Kardiochirurgia i neurochirurgia też wydają się kuszące.- wyjaśnił.
- Ambitnie Panie Aleksandrze. - zaśmiał się rektor.
- Przepraszam Panów na chwilę. Za chwileczkę wrócę. - Profesor zdecydowanym ruchem otworzył drzwi i wyszedł do gabinetu. Grube krople deszczu bębniły o szyby uczelni i spływały w dół, tworząc nierówne, srebrzyste ścieżki. Kroczył wzdłuż korytarza, aż do drzwi nr 12 gdzie widniała tabliczka z jej imieniem i nazwiskiem. Zapukał, po czym nacisnął lekko klamkę. Drzwi nie stawiały oporu. Siedziała za biurkiem. Chociaż wyglądała zupełnie inaczej niż przed laty nie miał najmniejszych wątpliwości, że to ona. Nie mógłby zapomnieć tych lśniących brązowych oczu pod pięknymi blond włosami ani elegancji, jaką emanowała. Andrzej odwrócił się i przesuwał wolno wzrokiem po jasnych blond włosach, odsłoniętej szyi i ozdobionym delikatnym naszyjnikiem dekolcie. Profesor Kasińska poruszyła się lekko i nerwowo przełknęła ślinę na jego widok. Podniosła wzrok i odważnie spojrzała w szare oczy Andrzeja.
- Andrzej! Co tu robisz? - spytała zaskoczona.
- Co ja tu robię?! To wszystko jest co najmniej dziwne. Po co wróciłaś? - powiedział wyraźnie podenerwowanym głosem.
- Och, przestań, Andrzej. Nie bądź dzieckiem. - zniecierpliwiła się Dominika. - To było tyle lat temu.
- Może tak, może nie.
- Nie martw się, nie będziesz musiał mnie widywać. Pracuję w szpitalu w Warszawie.
- Miejmy nadzieję - mruknął, odwracając się i wychodząc.


Nazajutrz

Wszedł na sale wykładową. Minęło kilka niezręcznych chwil, zanim kobieta odważyła się spojrzeć w jego kierunku. Nadal nie była pewna, czy to rzeczywiście był on. Stał pod ścianą i przysłuchiwał się jej z zainteresowaniem. Przesuwał wolno wzrokiem po długich nogach, jasnych włosach i wyzywającym dekolcie. Kątem oka dostrzegła uśmiech, który powoli pojawił się na jego wargach, a potem jego rozbrajające dołeczki w policzkach. Zastanawiała się, czy młody Falkowicz ją rozpoznał? Podniosła wzrok i odważnie spojrzała w jego brązowe oczy. Wykład trwał nadal. Profesor Dominika Kasińska od dwóch lat prowadziła zajęcia z medycyny ratunkowej na IV roku. Niestety jemu przydzielono nudniejsze zajęcia z III rokiem. Choć Aleksander był tu niecałe pół godziny, już uwielbiał te zajęcia. Wykład dobiegł końca. Aleks pomyślał, że chyba powinien się przedstawić. W końcu już raz się spotkali. Oczywiście, o ile tamto zdarzenie można nazwać spotkaniem. Już otworzył usta, lecz zawahał się. Z jej twarzy wyczytał, że go rozpoznała. Nie wyglądała jednak na zadowoloną ponownym spotkaniem. Raz kozie śmierć, ruszył w jej stronę.
- Mam wrażenie, że już się spotkaliśmy, ale nie potrafię sobie przypomnieć gdzie... - skłamał. Zerknęła na niego zaciekawiona.
- Tak, w gabinecie rektora. Był Pan z profesorem Falkowiczem. - odpowiedziała wymijająco.
- Rzeczywiście! Już sobie przypominam. - patrzył na nią w milczeniu przez dłuższą chwilę. - Pani profesor, muszę przyznać, że bardzo ciekawy wykład. Muszę przychodzić częściej. - mówił wciąż się uśmiechając.
- Jako student, to chyba nieuniknione? - spytała w końcu.
- Nie sądzę droga Pani. - odparł z uśmiechem. - Obecnie jestem Pani „kolegą” po fachu. Wykładam tutaj na III roku, genetykę kliniczną.
- Pan? Przecież Pan, nie ma nawet dwudziestu lat. - Patrzyła na niego pytająco lecz ciepło. To nie w porządku mieć taki uśmiech, pomyślała zaniepokojona. Powinna stąd jak najszybciej wyjść, inaczej zrobi z siebie kompletną idiotkę.
- Mam siedemnaście lat. Prawie. Tata mnie wrobił w te wykłady. Można powiedzieć, że odwalam za niego brudną robotę.
- Widzę, że jesteś niezwykle zdolny. - poczuła woń jego perfum.
- Wie Pani, różnie mówią – zaśmiali się.
- Kim jest Twój ojciec? Jeśli to nie tajemnica. - odsunęła się od chłopaka.
- Andrzej Falkowicz. Może Go pani zna? - rzucił.
- Bardzo dobrze Go znam. - powiedziała zaskoczona po czym westchnęła ciężko. - Niestety … - dodała ledwo słyszalnym głosem.
  • awatar Gość: cudooo, czekam na next
  • awatar Gość: ciekawe co to za sprawa Falka z ta Dominika
  • awatar Gość: juz nie lubie tej baby
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Nowa postać w części siódmej - Dominika Kasińska.
  • awatar Gość: Piękna
  • awatar Gość: Kiedy część 7 ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witajcie,
Kolejna część, lecz zawarty jest w niej tylko wiersz "Lubię kiedy kobieta" oraz okazanie miłości. Nie wiem czy mogę podpiąć pod to ciążę, ale nawiązanie jest. Jutro mam wolne, więc może napiszę coś więcej.

Miłego czytania.



- Wiki? - Dźwięczny głos Andrzeja wypełnił korytarz. Zastanawiał się, gdzie mogła zniknąć jego żona. Sprawdził salon, jadalnie i kuchnie. Z ciężkim westchnieniem ruszył w stronę schodów. Kiedy uchylił drzwi sypialni, zastał Wiktorię stojącą przed lustrem i kołyszącą się lekko w rytm melodii, którą nuciła pod nosem. Oczy miała zamknięte, dłonie leniwie krążyły po łuku bioder. Z głową lekko odchyloną do tyłu poruszała się zmysłowo i błądziła rękoma po swoich wypukłościach. Długie rzęsy rzucały cień na jej policzki. Podszedł bliżej. Musnął przy tym nagie ramię Wiktorii rękawem wełnianej marynarki i poczuła, jak przeszył ją dreszcz. Udawał obojętność, lecz już po chwili rozpoczął swoją grę.
-„Lubię, kiedy kobieta omdlewa w objęciu, kiedy w lubieżnym zwisa przez ramię w przegięciu, gdy jej oczy zachodzą mgłą, twarz cała blednie i wargi się wilgotne rozchylą bezwiednie.” - Cytował. Wiktoria uniosła głowę, aby spojrzeć mężowi w oczy. Przez chwilę ich spojrzenia się spotkały, kiedy nagle, bez ostrzeżenia, Andrzej delikatnym ruchem poprawił niesforny kosmyk włosów, który wymknął się jej zza ucha. Opuszki jego palców zatrzymały się na sekundę na jej ciepłej szyi i przez ten magiczny moment jak zahipnotyzowani wpatrywali się w swoje oczy. Profesor nie przerywał jednak swoich wyznań, mówił dalej. - „Lubię, kiedy ją rozkosz i żądza oniemi, gdy wpija się w ramiona palcami drżącemi,
gdy krótkim, urywanym oddycha oddechem i oddaje się cała z mdlejącym uśmiechem.” - Consalida przysłuchiwała się z uwagą. Uśmiech igrał w kącikach jej warg, po chwili wyciągnęła rękę i uścisnęła jego silną, ciepłą dłoń. Nie tracąc z nią kontaktu wzrokowego kontynuował. - „I lubię ten wstyd, co się kobiecie zabrania przyznać, że czuje rozkosz, że moc pożądania zwalcza ją, a sycenie żądzy oszalenia, gdy szuka ust, a lęka się słów i spojrzenia.” - Z trudem przełknęła ślinę. Czuła, jak rumieniec wypełza jej na twarz. - „Lubię to i tę chwilę lubię, gdy koło mnie wyczerpana, zmęczona leży nieprzytomnie, a myśl moja już od niej wybiega skrzydlata w nieskończone przestrzenie nieziemskiego świata”. - Zamilkł. Pochylił się i delikatnie pocałował jej półotwarte usta. Nie objął jej, nie przytulił, jedyne, co ich w tym momencie łączyło, to dotyk jego ciepłych warg. Odchyliła nieco głowę i przymknęła oczy. Wreszcie, po kilku długich chwilach, oderwali się od siebie. Wciąż czuła smak jego ust i nieświadomie przesunęła językiem po dolnej wardze. Andrzej patrzył jej w oczy i uśmiechał się uroczo. Słodkie dołeczki znowu pojawiły się na jego policzkach a oczy błyszczały podnieceniem.
Czuła tuż obok ciepło jego ciała, jego zęby delikatnie przygryzały jej dolną wargę w słodkiej pieszczocie. Przylgnęła do niego mocno. To był Falkowicz, jakiego kochała – delikatny, czuły, namiętny. Zdjąwszy mu koszulę, z trudem oderwała wzrok od jego muskularnych ramion i torsu. Zawsze uważała, że Andrzej ma jędrne, wysportowane ciało. Szybko uporała się ze spodniami. Kiedy mu je ściągała, przemknęło jej przez głowę co najmniej sto szokujących, bezwstydnych, ekscytujących myśli. Wstała, rozpięła jedwabną bluzkę i zsunęła ją z ramion, odsłaniając szczupłe, jędrne piersi.
Wzrok Andrzeja hipnotyzował ją i przenosił w całkiem inną rzeczywistość. Stanęła przy nim i czekała. On tymczasem uniósł powoli wielką, ciepłą dłoń i powiódł palcami wzdłuż opadającej linii piersi. Wiktorię przeszedł dreszcz, zadrżała. Gdy zaś przyciągnął ją do siebie lekko drugą ręką i gdy poczuła na czole jego gorący oddech, westchnęła cicho i rozkosznie. On też nie mógł powstrzymać pełnego ulgi i rozkoszy westchnienia. Dotykał jej miękkiej piersi, wyczuwał pod ręką jej drżący puls, słyszał przyspieszony oddech i myślał o tym, jak wielkie ma szczęście mając taką kobietę. Czuł, że palą go lędźwie i że spłonie, jeśli nie ugasi czym prędzej tego żaru. Musnął ustami jej górną wargę, a potem dolną, uwalniając rękę z uścisku. Uśmiechnął się z satysfakcją, słysząc jej cichy jęk. Pochyliwszy głowę, przylgnął ustami do jej drobnej piersi i zaczął delikatnie ją całować. Czuł, jak Consalida się rozluźnia, jak wplata palce w jego gęste włosy. Było jej tak gorąco, że nie mogła oddychać. Jego namiętne pocałunki sprawiały jej niemal ból. Tymczasem Andrzej już pieścił dłonią jej wrażliwe miejsca. Odczuwała tylko słodycz, która przyprawiała ją o zawrót głowy. Już otwierała się przed nim, była coraz bardziej wilgotna, niezaspokojona, przystępna. Rozsunęła nogi. Odchyliła głowę do tyłu i wyprężyła się, pozwalając mu robić wszystko, co zechce. Czuła się wyzwolona jak nigdy przedtem. Zadrżała na widok jego pożądliwego spojrzenia i na myśl o tym, co za chwilę miało się stać. Westchnął ciężko. Przesunął dłońmi po jej udach, aż ponownie zadrżała z rozkoszy. Andrzej chwycił ją w pasie i przyciągnął nagle do siebie. Zabrakło jej z wrażenia tchu, gdy poczuła, jak bardzo ciągle jest twardy. Przesunął dłońmi po jej plecach i biodrach, potem przyjrzał się jej ustom. Pochylił się, muskając ustami jej wargi. Consalida rozchyliła usta, poddając się delikatnym muśnięciom jego warg i czując, jak ponownie narasta w nim pożądanie. Słysząc, jak ciężko oddycha, cofnęła się, a wówczas ujrzała w jego oczach dziwny blask. Na całym ciele czuła gorące pocałunki profesora, które działały na nią kojąco, ale też rozpalały ją na nowo. W końcu Andrzej ulitował się nad nią, zaprzestał pieszczot i roześmiał się na widok jej zawiedzionej twarzy. Położył się obok Wiki i przyciągnął ją leniwie do siebie. Dyszał ciężko. Długo nie mógł złapać tchu. Nie był w stanie mówić ani myśleć. Ogarnęła go tak przemożna błogość, tak cudowne zaspokojenie, Że niemożliwy zdawał mu się każdy, najmniejszy nawet ruch. Wreszcie nabrał sił i odwrócił się powoli na plecy, pociągając ją za sobą i nie przerywając intymnego zespolenia. Leżała teraz na nim, wciąż przywierając mocno do jego bioder. Wiktoria spojrzała mu w oczy, odgadła jego pragnienia. Widząc, że jest gotów znów się z nią połączyć, oplotła go leniwie nogami, a on wsunął się w nią z łagodnym pomrukiem. Kołysząc delikatnie jej biodrami, patrzył znowu w jej rozświetlone ekstazą oczy, a gdy niedługo potem, w chwili największego uniesienia, wyszeptała cichutko jego imię, zapragnął nagle żeby Wiki zaszła w ciążę. Zdumiała go ta nieoczekiwana myśl, odnosił wszakże nieodparte wrażenie, że tak właśnie się stanie, że te cudowne chwile nie pozostaną tylko wspaniałym wspomnieniem, lecz że przyniosą owoc. Zupełnie jakby perspektywa spłodzenia potomstwa czyniła miłosny akt jeszcze bardziej cudownym, skończonym i pełnym. Gdy było już po wszystkim, długo leżeli w zupełnym bezruchu. Oboje chcieli, aby trwało to wieczność. Andrzej chciał trzymać ją w objęciach, pozostać z nią na zawsze. Wkrótce oboje zasnęli, spleceni w intymnym uścisku.
  • awatar Gość: Boskie ! :D Tylko nie ciąza ! kocham tą część <3
  • awatar Gość: Boskie ! <3 zakochałam się w tym opowiadaniu ; D Piękna romantyczna scena z FaWi ! <3
  • awatar Gość: brak słow, genialne
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Witajcie,

Każdy człowiek w swoim życiu boryka się z wszelakimi problemami i dylematami.
Nie chcę by ominęło to i moich bohaterów.
Powiedzcie mi, co chcielibyście przeczytać w kolejnych częściach. Jaki problem chcielibyście poruszyć?
Alkoholizm, eutanazja, aborcja, narkotyki, zraniona lub platoniczna miłość, kłótnia pomiędzy przyjaciółmi czy rodzicami, samotność, homoseksualzm?

Więc, jakie są Wasze propozycje?

Pozdrawiam,
  • awatar Gość: Alkoholizm u Wiki ; o hah <3 i interwencja Falkowicza <3
  • awatar Kosovar: Platoniczna miłość jeszcze :)
  • awatar Gość: wsparcie, milosc pomoc
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Od autora:
Trzeba się skupić przy tej części, ponieważ jest ona wydzielona. Część jest z domu a część ze szpitala. Mam nadzieję, że jest dość jasno opisane.

– Kolacja na stole – oznajmia babcia zimnym głosem.
Wszyscy wstali. Mariola i Artur wyszli z salonu. Aleks chciał iść za nimi, ale babcia chwyciła go za łokieć, zatrzymując gwałtownie. Nagle gdzieś w domu dzwoni telefon.
– Przepraszam, może ja odbiorę. – Mówi Aleks z ulgą w głosie i wychodzi. Babcia kiwa głową i jeszcze raz dyskretnie zerkając na Aleksa mamrocze coś pod nosem.

Nad Leśną Górą świecił już księżyc a w domu Państwa Falkowiczów podawano danie główne. Andrzej wstał, omijając Wiktorię wzrokiem, ale podając jej talerz, spojrzał jej w oczy. Wiktoria wypiła łyk kawy i odstawiła filiżankę na stolik, a na jej ustach pozostawał uśmiech. Obiad mijał im w sympatycznej atmosferze. W spokoju delektowali się pieczenią Marioli uzupełnioną doskonale wykonaną kawą. Andrzej przybliżył się do Wiktorii.
-Zebrało Ci się teraz na pieszczoty. Twoja mama tu jest. I babcia! - odparła, próbując zignorować podniecający niepokój jaki w niej wzbudził. Nie odrywając od niej wzroku zamknął jej dłonie w swoich. Zanim podano deser, Andrzej był pewien jednego – pragnął swojej żony.
Podobała mu się w niej spokojna odwaga, żywa inteligencja i sposób jak przygryzała wargę. Podziwiał jej łatwość błyskotliwej rozmowy, ambicja i rowek w brodzie. Rozmowy przy stole przebiegały wokół tematów polityki, przodków i problemów zdrowotnych. Rodzinną sielankę przerwał dzwonek w telefonie. Na sygnał telefonu babcia drgnęła. Andrzej wyciągnął komórkę z kieszeni po czym z udawanym smutkiem skierował słowa do rodziny.
-Niestety musimy Was z Wiktorią opuścić, pilna operacja. Wzywają do szpitala. - powiedział smutnym głosem. Na moment ich spojrzenia spotkały się, Andrzej zdjął z oparcia krzesła czarną marynarkę, skinął głową w stronę babci i podążyli do drzwi. Pobiegł za nimi Aleks.
-Zostawiacie mnie tutaj samego na pożarcie? - zapytał, śmiejąc się pod nosem.
-Chcesz buzi od mamusi? - powiedziała Wiki zapinając kurtkę, choć w głębi duszy współczuła mu.
-Dziękuję, nie trzeba - powiedział - A więc, do jutra. - Stanął w drzwiach i patrzył, jak szybkim, lekkim krokiem idą do auta. Naprawdę nie chciał zostawać, ale nie wypadało wychodzić. Samochód ruszył. Zamknął drzwi i wrócił do rodziny.

W tej sytuacji wieczorny telefon do Falkowicza był dla Trettera absolutną koniecznością.
-Dobry wieczór Panie profesorze. Mamy trzech pacjentów po wypadku. - mówił na jednym wdechu podając Andrzejowi dokumentacje - Trzeba ich natychmiast operować. Operatorem będę ja, Pan i Pani Consalida. Asystuje Zapała i Rudnicka. Nie mogę się dodzwonić do Pana Adama. Potrzebujemy trzeciego.- Ostatnie zdanie powiedział takim tonem, jakbym był jego ostatnią deską ratunku. Nowość!
- Niech Pan tak na mnie nie patrzy. Niestety, nie mam nikogo takiego. Chociaż, proszę poczekać, niech pomyślę... Aleks może operować ze mną. Dopilnuje go. Dojedzie do szpitala w dziesięć minut.
- Czy uważa Pan, że chłopak w jego wieku i tak niedoświadczony poradzi sobie na sali operacyjnej? Może i wiedzę teoretyczną posiada, ale na sali operacyjnej nie tylko to się liczy. - do pokoju wszedł Adam.
-Dzwonił Pan do mnie dyrektorze? - powiedział spoglądając to raz na Falkowicza, to raz na dyrektora.
-Tak, chciałem żeby asystował Pan profesorowi, ale na asyście będzie Aleksander. Pan zostanie na dyżurze.
-Młody mnie wygryzł?! Przecież on nie ma doświadczenia. W czym on jest ode mnie lepszy?
- On nie chce być od Ciebie lepszy Adamie, on po prostu jest. Nie bądź zazdrosny. - rzucił Falkowicz. - Nie oceniaj go swoją miarą. - zaśmiał się. Po czym w drzwiach dostrzegł Ninę. - Oo Pani doktor Rudnicka.
- Profesorze, lepiej niech Pan tak nie siedzi tylko biegnie do swojej żony bo nie może sobie poradzić z pacjentem. - rzuciła z uśmieszkiem pod nosem.
- Zazdrośnica. - Wstał i zmierzał do drzwi, lecz zatrzymał się w progu. - Gdyby można było kupić mózg, to bez zastanowienia kupiłbym Wam po dwa. Tak na zapas. - rzucił zostawiając młodych lekarzy milczących.
Aleks wpadł do izby przyjęć w chwili, kiedy przywożono już pierwszych rannych. Potem błyskawiczna walka z pielęgniarką o wpuszczenie go na odział. Odbywała się już tam walka o ludzkie życie. Prawie stracili młodą dziewczynę, która pędząc sportowym samochodem, spowodowała katastrofę. Na szczęście, dzięki błyskawicznej interwencji, serce zaczęło znów pracować. Na przeciw wyszedł mu Falkowicz.
- Był wypadek. Zderzyły się trzy samochody. Jest dużo rannych. Potrzebuję kogoś na asystę. Gotowy?
- Oczywiście - powiedział poważnym tonem, patrząc profesorowi prosto w oczy.- Jestem zaszczycony tą propozycją - powiedział łagodnym głosem. - Nie wiem, jak ci dziękować.
- Idź się myć. Tylko dokładnie! - Aleks był wniebowzięty.

3 godziny później...

Zatopiona w myślach Wiktoria nie zauważyła skradającego się mężczyzny, który znienacka złapał ją za ramiona. Pisnęła ze strachu jak mała dziewczynka. Na szczęście napastnik pachniał dobrze znaną wodą po goleniu.
- Andrzej! Jak mogłeś mnie tak przestraszyć!
- Tak to jest, jak ktoś zapomina o Bożym świecie! - mruknął, zajęty całowaniem ust żony.
- O czym myślałaś?
- Myślałam o nas.
- A wiesz, że ja też. Kiedy okazało się, że mam wolną chwilę, natychmiast przyszedłem do Ciebie.- odparł po czym złożył na jej ustach czuły pocałunek. Tak jak przed kilkoma dniami, jej dłoń miękko wsunęła się pod włosy profesora. Wyraz oczu profesora zdradzał jednoznacznie, w jaki sposób zamierza wypełnić sobie przerwę w pracy. - Już dawno nie byliśmy sami. - szepnął uwodzicielsko rozpinając pierwszy guzik jej bluzki. Przytknął jej dłonie do paska, a potem wpatrywał się w nią z uwagą, gdy po chwili wahania zaczęła rozpinać niezdarnie klamrę.
-Andrzej, nie tutaj! Jeszcze ktoś wejdzie. - radosny blask w jego oczach natychmiast przygasł. Andrzej z ciężkim westchnieniem opadł na sofę. Dotknęła jego ręki, którą profesor położył na piersi, jak gdyby chciał ukoić w ten sposób zbolałe serce. Spojrzał z uwagą w jej zielone oczy.
- Jesteś cudowna - stwierdził nieoczekiwanie. -Może naprawdę każdy ma swojego anioła-stróża i Ty jesteś moim. - Po tych słowach uniósł powoli swoją dłoń i powiódł palcami wzdłuż opadającej linii jej piersi. Consalidę przeszedł dreszcz, zadrżała. Gdy zaś przyciągnął ją do siebie lekko drugą ręką i gdy poczuła na czole jego gorący oddech w drzwiach pojawili się lekarze.
- Jak to wytrzymujesz? - Agata spytała cicho Aleksa, wyraźnie rozbawiona tą sytuacją.
- Przyzwyczaiłem się. - odpowiedział swobodnie z uśmiechem. - Da się wytrzymać.
- Obserwują nas. Powinniśmy odegrać jakąś ładną scenkę. - szepnęła Wiktoria Andrzejowi do ucha, czując na sobie pięć par oczu. Sambor i Tretter wyglądali na rozbawionych, przy czym Nina zabijała wzrokiem wciąż trzymającą się w objęciach parę.
  • awatar We_Can_Do_It: @gość: Dziękuję za komentarz i uwagi. Rzeczywiście masz rację. Postaram się, przywrócić dawny "pazur" profesorowi. Do do ojcowskiej troski muszę powiedzieć, że nic nie dzieję się bez przyczyny. Zawsze jest jakiś powód. Również serdecznie pozdrawiam.
  • awatar Gość: A mi sie bardzo podoba twoje opowiadanie miedzy innymi dlatego ze wlasnie jest inne od reszty opowiadan o FaWi. Nie kazdy ma ochote czytac poraz setny ta sama historie tylko w innych slowach. Ty mialas wlasny pomysł i wielkie podziekowania dla ciebie. Naprawde gratuluje
  • awatar Gość: swietny rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witajcie,

Usunęłam post o podobieństwach moich opowiadań do "50 twarzy Greya", ponieważ doszłam do wniosku że nie mam z czego się tłumaczyć.
Napisałam na końcu poprzedniego postu o polskich poetach, że fajnie byłoby umieścić w kolejnym opowiadaniu jakiś erotyk.

Poeci:
Asnyk, Baczyński, Goethe, Mickiewicz, Tetmajer, Tuwim itd. Każdy z nich pisał erotyki. Bardzo chętnie użyje jednego z ich dzieł.

Którego poetę proponujecie?

Kolejny pomysł to słowa:
Napiszcie w komentarzach dowolne słowa np. rzecz, albo jakiś problem społeczny. Bardzo chętnie pomyśle jak użyć danego słowa w kolejnej części.

Miejcie swój udział!

Pozdrawiam.
  • awatar Gość: Tetmajer "Lubię kiedy kobieta" a c do wątku, cięte riposty Falkowicza plus więcej opisów pożadania, namiętności i miłości u tej pary
  • awatar Gość: Fakowiz jedzie tekstami po Ninie :D
  • awatar Gość: Treter, zdziwienie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Od autora:
Część wymęczona. Zupełnie nie po mojej myśli, ale cóż. Czekam na komentarze.
Spokojnej nocy.

Pierwszy kwiecień, Andrzej uważał za najbardziej znienawidzony dzień w roku. Tego dnia miały miejsce urodziny babci Bogumiły. Profesor stoi na progu, czekając na żonę i syna. Wygląda elegancko i wytwornie w śnieżnobiałej koszuli. Za nim stał wysoki brunet ubrany w idealnie skrojony garnitur. Na swój sposób był równie przystojny jak profesor.
– Aleks, poznałeś już moją kuzynkę, Mariolę? A to jej mąż, Artur. Wyjątkowo niedobrana para – szepnął mu na ucho.
– Miło mi Was poznać – uśmiechnął się i potrząsnął wyciągniętą dłonią.
– Cała przyjemność po mojej stronie, Aleksandrze.
– Proszę mi mówić Aleks. - Jego brązowe oczy zabłyszczały.
– Wiktoria, jak miło znów cię widzieć. – Mariola przywitała się z nią. – Wejdź, moja droga.
- Są już? – Usłyszeli krzyk z głębi domu. Wiki nerwowo zerknęła na Andrzeja.
– To moja mama – powiedział prawie z niedowierzaniem. Wyszła im naprzeciw około sześćdziesięcioletnia, piękna, wysoka kobieta.
– Wiktoria! Nareszcie mogę Cię poznać. – Ścisnęła ją mocno. Nie mogła się nie uśmiechnąć na jej reakcje. - Witaj, kochanie – powiedziała, całując Aleksa w policzki. On ciepło się do niej uśmiechnął.
Ruszyli do jadalni. Andrzej nie puszczał ręki Wiktorii. Pomimo że znała jego rodzinę wciąż nie czuła się pewnie w ich towarzystwie.
– Cześć, Andrzej – wita go kobieta szorstko skinieniem głowy.
– Babciu. – On jest równie chłodny w stosunku do niej. Wiktoria marszczy czoło na widok tego powitania. Aleks chwycił kobietę w ramiona w szczerym uścisku i podał prezent.
– Coś do picia? – Artur pierwszy doszedł do siebie po widoku babci okazującej uczucia. – Whisky?
– Poproszę – odpowiedział Andrzej, Wiki mu przytaknęła.- A ty młody człowieku?
– Poproszę kawy, jeżeli nie sprawi to problemu – uśmiechnął się w stronę wuja.
– Co za miły, młody człowiek. – Wymyka się z pokoju a Aleks oblewa się rumieńcem.
– Kolacja już prawie gotowa – melduje Mariola, wychodząc z kuchni. Babcia patrzy na Andrzeja i marszczy brwi.
– Siadaj – rozkazuje, wskazując na kanapę ten robi, co mu każe. – Andrzej zerka na Wiktorię, a ona uśmiecha się promiennie z błyskiem w oczach.
– Czy po skończeniu liceum zrobisz sobie przerwę? – spytała Aleksa mama Andrzeja
– Ja już zakończyłem liceum. Obecnie mam wakacje. W październiku rozpoczynam studia medyczne. Teraz mam trzy miesiące wolnego, więc pracuję w szpitalu – odpowiedział.
Rodzina wpatrywała się w Aleksa jak w obrazek z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
– Aleks, ile Ty masz lat? – Mariola zapytała z niedowierzaniem.
– Szesnaście tzn. siedemnaście ale jeszcze nieskończone. Za dwa miesiące mam urodziny.
– Wyglądasz na dwadzieścia. Co najmniej. Możesz mi powiedzieć jakim cudem już zakończyłeś liceum. – Jej głos był niski. Andrzej z Wiki siedzieli znudzeni dyskusją. Słyszeli te pytania już setki razy. Nikt nie chciał wierzyć Aleksowi.
– Przeskoczyłem kilka klas.
– Aleks, Twoje zdrowie! – Przerwał Andrzej, chcąc uwolnić Aleksa od serii pytań. Goście unoszą kieliszki.
– Kolacja na stole – oznajmia babcia zimnym głosem.
Wszyscy wstali. Mariola i Artur wyszli z salonu. Aleks chciał iść za nimi, ale babcia chwyciła go za łokieć, zatrzymując gwałtownie.
  • awatar Gość: oj Babcia , ciekawe co wywinie :D
  • awatar Gość: kocham :)
  • awatar Gość: kiedy kolejna czesc?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Witajcie,
Zaintrygował mnie jeden komentarz. Chciałam go wytłumaczyć.

Treść komentarza jest następująca:
"Cholera nie rozumiem, to teraz tka jakby Wiki ma 47 lat, a Falkowicz 57?!"

Otóż w jednej z części napisałam: "..)Tęsknił za mamą, z którą dzieliły go setki kilometrów. Pokochał swojego ojczyma, przyjął jego nazwisko..."

Aleks jest dla mnie odwzorowaniem Blanki. Moją inspiracją był młody chłopak, o którym oglądałam film dokumentalny. Postaram się dodać ten film (przez co poznacie na kim wzoruję mojego bohatera) i przybliżyć Wam bliżej historię Aleksa i Andrzeja.

Mam nadzieję, że nie zakłóciłam Wam harmonii?

Pozdrawiam.
 

 
Od autora:
W części tej pojawia się nowa postać. Jeśli nie czytaliście poprzedniego postu, proszę Was powróćcie do niego. Będzie Wam łatwiej czytać.
Miłego czytania.

Nieziemsko przystojny siedemnastolatek siedział w starym samochodzie swojej mamy - tym samym które miała od lat. Stary akumulator już się wyczerpywał, działał przez długie lata. Włączył radio, zakłócenia raniły mu uszy. Zastanawiał się dokąd ma jechać. Jego mamy nie było w mieście. Włączył płytę „The Beatles” to wszystko co znalazł w schowku. Przemierzając ulicę miasta dostrzegł wypadek. Pośpiesznie wybiegł w kierunku rozwalonych aut. Kątem oka spostrzegł kobietę, która wydostała się z jednego z aut.
- Dzwoń na pogotowie, natychmiast! - polecił podając jej swoją komórkę. Wydawało się, że tkwili tu całe godziny. W końcu czerwone światła karetki rozświetliły szarą ulicę, a ciszę rozdarł przeraźliwy ryk syreny. Podążali ku nim sanitariusze w czerwonych uniformach, ciągnąc za sobą podskakujące na nierównościach metalicznie brzęczące łóżko na kółkach. Serce Aleksa waliło tak głośno, że chłopiec nie słyszał, co się wokół niego dzieje. Reanimując mężczyznę próbował krzyknąć: „Ratujcie ich!”.
Jako mały chłopiec Aleks z niecierpliwością oczekiwał momentu, kiedy wreszcie będzie mógł zamieszkać w Polsce na stałe. Tęsknił za mamą, z którą dzieliły ją setki kilometrów. Pokochał swojego ojczyma, przyjął jego nazwisko. Aleks był niezwykle mądrym chłopcem, szkołę średnią skończył w wieku siedemnastu lat. Ku swemu ogromnemu zaskoczeniu Aleks został przyjęty na Harvard, lecz wybrał studia medyczne w Polsce. Nie brakowało mu siły, pasji czy choćby talentu, tego szczególnego czegoś. Pragnął nieść ulgę cierpiącym. Uczył się dniami i nocami. Chciał być najlepszy. - Wrócił do auta i skierował się do szpitala w Leśnej Górze - Jak mnóstwo samochodów na szpitalnym parkingu! Kilka minut szukał wolnego miejsca. Wreszcie zaparkował pomiędzy nowym mercedesem i starym fordem. Wyłączył silnik. Wziął głęboki oddech i ruszył szybkim krokiem w stronę szpitala. Zatrzymał się przy rejestracji. Słysząc powitanie młodej rejestratorki, która patrzyła na niego uwodzicielskim wzrokiem lekko się uśmiechnął – przyzwyczaił się do zachowania kobiet w stosunku do jego osoby. Był inteligentny, młody i nie wyglądał na swoje siedemnaście lat.
- Chciałabym widzieć się z profesorem Andrzejem Falkowiczem lub Wiktorią Consalidą - wyjaśnił.
- Pana godność? - powiedziała dziewczyna z rumieńcem na twarzy.
– Aleksander Falkowicz – odparł z lekkim zawahaniem przy nazwisku, nie mógł się jeszcze przyzwyczaić.
- Proszę usiąść. - Aleks skinął głową i odwrócił się. Widział zaskoczone spojrzenie rejestratorki. Ruszył z powrotem w kierunku zsuniętych razem kilku szarych plastikowych krzeseł. Kilka minut później zobaczył
idącego w jego kierunku profesora. - Aleks nie znał nikogo, kto kochałby jego mamę tak
bardzo, tak bez reszty, jak jego ojczym. Mimowolnie się uśmiechnął.
- Cześć tato!- odezwał się, wstając z krzesła i ściskając mu rękę. Kobieta przyglądała się scenie zaintrygowana tym co widzi.
- Cześć Aleks, co tu robisz? - powiedział nie kryjąc radości na jego widok. Sposób, w jaki powiedział „tato”, jednocześnie uśmiechając się do niego, ucieszył go, poczuł radość w sercu. Dziwne, ale nigdy aż do dziś nie myślał o tym słowie. „Tata”. Zwykłe słowo, a znaczy tak wiele. Oznacza rzetelność, zaufanie, dojrzałość. Nawet teraz, witając się z Aleksem, nie potrafił sobie wyobrazić, że jest czyimkolwiek tatą.
-Jak to co tu robię? Przyjechałem na studia. Umawialiśmy się, że odbierzecie mnie z lotniska ale żadnego komitetu powitalnego nie zobaczyłem. Pojechałem do domu, ale nikt nie otwierał. Agata przygarnęła mnie do hotelu. Telefonu też nie raczyliście odbierać. Ja rozumiem ślub ślubem, ale dzieci też są ważne. - zaśmiał się.
-Przepraszam, to moja wina. Na śmierć zapomniałem. Mama się ucieszy jak Cię zobaczy. - rozglądnął się dookoła – ale nie wiem czy ucieszy się z tego że prawie każda kobieta patrzy na Ciebie jak na zdobycz.
- Na mnie czy na Ciebie? - uśmiechnął się. - Możesz mi powiedzieć co z tymi pacjentami z wypadku?
- Chodźmy, sam zobaczysz. - Andrzej dotknął ramienia Aleksa i skręcili do wydzielonych pomieszczeń Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej. Aleks spostrzegł, że pielęgniarki z urazówki świdrują go wzrokiem. W końcu weszli do sali, w których na wąskich łóżkach, osłoniętych jasnymi kotarami, leżeli pacjenci których wcześniej reanimował. Wyglądali jak zepsuta lalka, popodłączani do różnych urządzeń: respiratorów, monitorów rejestrujących wszystko, począwszy od uderzeń serca do ciśnienia wewnątrzczaszkowego. Respiratory oddychały za nich, w pogrążonym w ciszy pokoju słychać było ich miarową pracę. Andrzej podszedł do kobiety leżącej po prawej stronie sali.
- Jej mózg pracuje, niestety nie wiemy, czy w ogóle nie został uszkodzony, a jeśli tak, to w jakim stopniu. - Andrzej wziął długą igłę i kilka razy wbił ją w drobne, gołe stopy kobiety. Nie było żadnej reakcji, Falkowicz nie komentował. Przeprowadził jeszcze kilka testów. Wiedział, że ich wyniki Aleks potrafi równie trafnie ocenić, jak on sam. Niejednokrotnie chłopak zaskakiwał go swoją wiedzą medyczną - Zawiadomiliśmy neurochirurga. - Pomagamy jej oddychać, kontrolujemy ciśnienie krwi i temperaturę ciała.
- A co jeśli dojdzie do krwotoku wewnętrznego – wtrącił Aleks.
- No, cóż, wiesz, że robimy wszystko, co w naszej mocy. - Był dumny z syna.
- Aleks! - Odwrócili się w kierunku głosu. Zobaczyli Wiktorię ze łzami w oczach.
-Witaj mamo! - ruszył w jej stronę.
-Cześć Aleks! - wzięła go w ramiona. Trzymała go mocno i nie mogła puścić.
- Mamo, bo mnie udusisz. - Andrzej przyglądał się tej scenie z rozbawieniem. - Co tu robisz? Kiedy przyjechałeś? Gdzie byłeś? - rzucała serią pytań.
- Wiki spokojnie. Chodźmy, zrobię kawę, usiądziemy i pogadamy – zachęcał Andrzej.
- Kawa z mlekiem. Pychota. - Spojrzał jeszcze raz na pacjenta. - No rusz się, Aleksandrze - uśmiechnął się profesor a Wiktoria zmierzwiła włosy syna.
  • awatar Gość: Ślub? Syn ? Nie powiem, oryginalnie :)
  • awatar We_Can_Do_It: @gość: Czytałam "Greya", ale nie lubie tej książki. Oczywiście, byłby to świetny przewodnik, ale jeśli chodzi o ostrzejsze sceny to nic nie przebije starych, dobrych "Harlekinów".
  • awatar Gość: zakochalam się w tym opku ;) przypomina mi troche Greya
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Nowa postać w części trzeciej - Aleksander.
Zdjęcie postanowiłam dodać, by można było utożsamiać sobie twarz z bohaterem. Wydaje mi się, że wtedy się lepiej czyta.
 

 
Od autora:
Postanowiłam się sprężyć i może dodam dziś trzecią część. Dlaczego? Nie satysfakcjonuje mnie długość tej. Miłej lektury.

Do lekarskiego weszli Przemek i Agata. Profesor był pewien, że młody lekarz nie życzy mu dobrze. Przemek za każdym razem kiedy go widział w myślach już go mordował. Wyglądali na poddenerwowanych. Miel do Andrzeja kilka pytań, ale nie wiedzieli, czy jest właściwą osobą. Przemek nagle odwrócił się i patrząc Falkowiczowi w oczy powiedział na jednym wdechu.
-Panie profesorze, tydzień temu zaginęła Wiktoria. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na wiadomości. - Andrzej wstał od biurka, słuchał uważnie podwładnego.
- Wiem, że w ostatnim czasie nie działo się między Wami dobrze – Wtrąciła Agata a Przemek cieszył się w duchu z tego co powiedziała - ale może wie Pan co się z nią dzieje - Profesor nie wiedział co ma im odpowiedzieć.



Z przebieralni wyłoniła się twarz Wiktorii. Przemek patrzył na jej twarz, podziwiał półksiężyce jej czarnych rzęs, jasne, pełne usta. Cóż mógł powiedzieć tej kobiecie, którą, jak sądził, dobrze znał, a tak naprawdę nie znał w ogóle. Łzy napłynęły mu do oczu. Sam nie mógł w to uwierzyć. Od lat nie płakał. Spojrzał na Wiktorię i dopiero teraz spostrzegł złotą obrączkę na serdecznym palcu prawej ręki.
- Jezu Chryste - szepnął. - Jesteś mężatką? - Pełną niezręczności chwilę czekała, aż on powie coś jeszcze. Patrzyła mu prosto w twarz. W jego oczach dostrzegła bezbrzeżny smutek, ogromną udrękę. To wystarczyło. Wiedziała już wszystko. Wybiegł cały czas ze spuszczoną głową i łzami w oczach. Andrzej zobaczył jej smutek, podszedł i dotknął jej ramienia. To było zaledwie muśnięcie, delikatny, pocieszający gest. Cierpiała. Agata wciąż oszołomiona przebiegiem sytuacji spojrzała na nich pytającym wzrokiem.
- Jesteśmy małżeństwem od tygodnia - spokojnie wyjaśnił Falkowicz. Postanowił, że nie będzie czekał na jej pytanie - Na pewno zauważyła Pani obrączkę...
- A niech mnie! - Agata wywracała oczami po czym upiła łyk wody.
- Jak miło Państwa widzieć w Leśnej Górze! Nareszcie, bo brakuje nam rąk do pracy. - rzekł,
Sambor sięgając po karty.
- Dobrze powiedziane, doktorze. Skończyło się błogie lenistwo. Pani Wiktorio, pacjent z wyrostkiem czeka.
- Tak jest szefie! - Wyszła pozostawiając dalej zaskoczoną Agatę.
Dzień nie należał do spokojnych. Tego dnia w centrum zawalił się budynek raniąc przy tym dziesięć osób. Andrzej wyszedł z sali jednego z poszkodowanych, gdzie czekała już na niego rodzina pacjenta.
- Mam dobrą wiadomość: stan chorego ustabilizował się. Odłączyliśmy respirator, już oddycha sam. Nie musieliśmy robić tracheotomii. Pokarm podajemy mu dożylnie. Przenieśliśmy go z Oddziału Intensywnej Opieki Medycznej do izolatki w drugim skrzydle zachodnim. Żona pacjenta prawie nie słyszała, co profesor do niej mówi. Wiedziała, że jeśli lekarz zaczyna od tego, że „ma dobrą wiadomość”, za chwilę można spodziewać się najgorszego.
- Sam oddycha. To znaczy, że żyje? - wtrąciła.
- Tak. - Falkowicz skinął głową. - Problem w tym, że nie wiemy, dlaczego ciągle jest w stanie śpiączki. Wszystko wydaje się być w porządku: jest stabilny, mózg reaguje prawidłowo, i w zasadzie powinien być przytomny.
- Jak długo człowiek może tak spać? - zapytała kobieta.
- Niektórzy budzą się po kilku dniach, niektórzy... - Andrzej zawahał się na moment - pozostają w stanie śpiączki całe lata i nigdy się nie budzą.
- Dziękuje Panie profesorze. - odszedł.
  • awatar Gość: Małżeństwo ?? No, no. Kto by się spodziewał : )
  • awatar Gość: No,no :) naprawdę oryginalny pomysł :)
  • awatar Gość: :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Od autora:
Użyta narracja 3 osobowa, oniryzm oraz wymuszone powtórzenia które musicie mi wybaczyć. Nie są one bez powodu. Miłego czytania.



Usiadłem i napisałem do Ciebie list. Napisałem w nim, że czuję się lepiej odkąd odeszłaś i wreszcie stałem się wolnym człowiekiem. Jestem taki szczęśliwy, mam powodzenie niczym Casanova, że wciąż odwiedzają mnie nowe przyjaciółki. Skończyłem pisać, podpisałem się, jakby ten list był szczery. Ucałowałem go i wysłałem. Poprawił mi humor, poczułem się uszczęśliwiony w mojej samotności. Lecz kiedy wracałem do domu, nie było mi już do śmiechu, a gdy ujrzałem nasz samotny dom i własne odbicie w lustrze usiadłem i zapłakałem. Postanowiłem odzyskać ten list, lecz nie dogoniłem listonosza. W końcu musiałem iść w deszczu, nic tego dnia nie jadłem. Użalałem się nad sobą. Szedłem do Ciebie przez całe miasto, bo nie mogłem znieść Twej reakcji. Twój pokój w hotelu rezydentów wyglądał na przytulny. Miałem z nim dobre wspominania, lecz jednocześnie przeczucie, że nadciąga katastrofa. Agata powiedziała mi, że wyjechałaś, ale kręci się tutaj Twój nowy chłopak. Robi się późno, lecz usiadłem na ławce i czekałem. Oto nadszedł listonosz z moim listem, może lepiej odda go mnie. Błagałem Go na próżno, brał mnie za wariata. I wtedy do akcji wkroczył Twój nowy chłopak. Uderzyłem go i chwyciłem list. Rzuciłem się do ucieczki. W porze kolacji zjawili się policjanci, oświadczyli że chcą mnie przesłuchać. To nie był mój najlepszy dzień. Cóż się dziwić, już zawszę będę niewolnikiem Twojego uroku. Siedziałem na komisariacie,ktoś podał mi szklankę wody... - Andrzej obudził się dziś wcześniej niż zazwyczaj. Piąta rano, dopiero świta. Podniósł się z łóżka, zbierał myśli trzymając się za głowę. Podszedł do okna rozpamiętując swój sen. Nie rozumiał go. Doszukiwał się w nim głębszego sensu. Wyjrzał za okno, lecz deszczowe ulice były puste, bo nikt jeszcze nie wstał. Nagle dobiegł Go szelest niesiony niczym wiatr z otwartego okna. Kobieta spojrzała w stronę okna, ciekawa Jego myśli. Widział jej twarz, piękną jak letni poranek. Spojrzenia kochanków się spotkały. 'Reakcja chemiczna, pożądanie od pierwszego spojrzenia.' Powolnym krokiem skierowała się do mężczyzny. Postanowił pierwszy zabrać głos.
-Zanim cokolwiek powiesz... - Mężczyzna zbliżył się delikatnie do kobiety - Wiem, że wiele się zdarzyło i pewne rzeczy muszę wyjaśnić. Choć już tysiąc razy próbowałem Ci powiedzieć co w sercu do Ciebie czuję, to zawsze kiedy się do Ciebie zbliżałem po prostu traciłem odwagę. Nie podzielę się Tobą z innym facetem.-Patrzyła na niego ze zdziwieniem - Wiem, że nie jestem święty. Miałem już tysiąc dziewczyn może i więcej. - Uśmiechnął się w myślach na to wspomnienie - Ale, chcę być tylko z Tobą.- Kobieta nie kryła zaskoczenia słowami profesora. Postanowiła nie zwlekać z odpowiedzią.
- Życie nauczyło mnie, że miłość to bolesna nauka. Ale nie wolno mi wątpić w prawdziwą miłość. Nastał dla nas czas radości, nie zmarnujmy go. - Kobieta przygryza wargę. Napotkała zuchwałe spojrzenie szarych oczu Andrzeja. Gdy dłonie kochanków zetknęły się, znowu poczuli rozkoszny prąd.
- Onieśmiela mnie Pan, Panie Profesorze. – Powiedziała ponownie dotykając Jego dłonie.
- Odczuwam to Proszę Pani. - Odpowiedział.
Chwycił nagle kobietę i przyciągną do siebie, z jedną ręką na plecach, a drugą zanurzoną w jej włosach. Całował kobietę namiętnie, rozchylając usta językiem, nie idąc na żadne ustępstwa.
Odgarnął włosy z pleców, tak że zwisały teraz po prawej stronie, wijąc się na piersi.
- Ta halka naprawdę mi się podoba – mruczał. – Lubię widzieć twoją nieskazitelną skórę.
Jego palec docierał do skraju dekoltu halki i chwytając za górę, przyciągał ją bliżej, tak że stała plecami przy nim. Czuła na skórze, jak płonie. Pochyliła się i poczuła zapach jego włosów.
- Pachniesz tak pięknie. - Musnęła nosem skórę za jego uchem i wzdłuż karku, składała delikatne jak piórko pocałunki na ramieniu profesora. Jego ręce chwyciły ramionka. Do bólu powoli zsunął je jednocześnie całując. Suną przez plecy do drugiego ramienia. Wydawał się być w tym tak kusząco dobry.
Dłonie kobiety wplatały się w jego miękkie, seksowne włosy i bardzo delikatnie pociągły za nie.
- Mhm... – mruczał za jej uchem. Wygięła plecy w łuk, aby wcisnąć piersi w jego wytrawne
dłonie.
– Podoba się? Powiedz mi. – Kontynuował powolną, zmysłową torturę.
– Tak panie profesorze.
– Grzeczna dziewczynka. – Szczypnął ją mocno, a jej ciało zwijało się w konwulsjach, ocierając się o jego przód. Wzdychała, czując tę cudowną, ostrą przyjemność wymieszaną z bólem. Czuła go przy sobie. Czuła na karku, jak się uśmiecha, a jego dłonie wędrowały w dół jej bioder. Palce zaczepiały się z tyłu o majtki, rozciągając je, a kciuk przebijał się przez materiał, rozrywając je. Jego ręce wędrowały do jej kobiecości. Jego oczy płonęły z podniecenia.
- Co ze mną zrobisz? – drażnił się Andrzej.
Popchnęła go na łóżko. Uśmiechnęła się zwycięsko patrząc na niego z góry. Ściągną t-shirt i bokserki. Wpatrywała się w profesora wzrokiem rozświetlonym radością i pożądaniem.
Dotykała go, patrząc na jego wyraz twarzy. Kobieta patrzy na niego onieśmielona, a on siada nagle i patrzą na siebie nos w nos.
- O tak – szepcze i oplata jedną ręką biodra kobiety, unosząc ją nieznacznie, drugą zaś się podpiera, by umiejscowić się pod nią, po czym bardzo powoli opuszcza ją na siebie.
- Weź mnie za ręce – szepnął chrapliwym, niskim głosem, który zawsze uważała za seksowny.
Chwyciła jego ręce jak koło ratunkowe. Delikatnie odepchnęła się od profesora i opadła z powrotem. Jego oczy płonęły w dzikim oczekiwaniu. Oddech pozostawał nierówny. Opadła na jego klatkę piersiową, napełniona nim, gdzieś pomiędzy fantazją a rzeczywistością, tam gdzie nie ma granic względnych i bezwzględnych. Przycisną ją do siebie, gdy tymczasem palce drugiej ręki delikatnie i badawczo błądziły po jej twarzy. Kciukiem muskał dolną wargę i patrzył jej prosto w oczy.
Na stoliku stał zegar, który pochłaniał kolejną godzinę. Czas iść do pracy. Andrzej poczuł, że musi napić się kawy. Powolnym krokiem zwlókł się do łazienki, na podłodze leżały ich ubrania, straszny bałagan. Tego dnia włosy nie chciały współpracować a golenie trwało dłużej niż zazwyczaj. Profesor był już prawie gotowy. Wyszedł z łazienki. - 'Oto ona, zbliżała się jak wezbrana rzeka.'
Miała na sobie białą koszulkę z rozpiętym kołnierzykiem i ciemne jeansy. Włosy miała jeszcze wilgotne po prysznicu. Gdy na nią patrzył, zasychało mu w ustach, była tak nieziemsko piękna.
Poranne czynności minęły jej szybko. Pozostało im pół godziny na dojechanie do szpitala. Andrzej przekręca kluczyk w stacyjce i wyjeżdżają spod podjazdu. Włącza radio. Falkowicz prowadzi
ze swobodną i leniwą pewnością siebie. Odwraca się i obrzuca kobietę szybkim spojrzeniem, a potem uwagę skupia ponownie na drodze. Muzykę dobiegającą z samochodowych głośników przerywa rozlegający się dźwięk telefonu.
- Falkowicz – rzucił szorstkim głosem.
- Panie Falkowicz, z tej strony Branach. Mam dokumenty, których pan potrzebuje. – Z głośników dochodzi chrapliwy, męski głos.
- Dobrze. Prześlij mi je mejlem. Coś jeszcze?
- Nie, panie profesorze.
Falkowicz sięga do przycisku telefonu i w samochodzie ponownie rozbrzmiewa muzyka. Żadnego „dziękuję” czy „do widzenia”.
Dojechali na szpitalny parking. Ordynator wysiadł z samochodu, z niewymuszonym wdziękiem
przeszedł na stronę pasażera i otworzył drzwi, dżentelmen jak zawsze. Kobieta zarumieniła się na wspomnienie dotyku jego ust. Pragnęła zanurzyć palce w jego starannie ułożonych włosach.
- Podobało mi się to, co wydarzyło się rano – powiedział jej do ucha po czym ruszyli w stronę schodów.
Szli szerokim korytarzem w stronę wind. Gdy dotarli do wind, wcisnął guzik przywołujący i niemal natychmiast rozbrzmiał dzwonek. Drzwi rozsunęły się, ukazując dwie pacjentki ginekologii. Weszli do windy. Bardzo starała się zachować spokój, więc patrzyła w podłogę, czując, jak policzki robią jej się różowe. Kiedy spod rzęs rzuciła spojrzenie na Falkowicza, widząc, że na jego ustach błąkał się uśmiech. Kobiety za nimi milczały i tak jechali na dół w pełnej skrępowania ciszy.
Drzwi rozsunęły się i ku jej zdziwieniu Andrzej ujął ją za rękę. Poczuła przepływ prądu i przyspieszenie serca. Usłyszeli za sobą zduszony chichot wychodzących ciężarnych. Andrzej uśmiechnął się szeroko.
- Ach, te windy – westchnął.
Przeszli przez duży, tętniący życiem hol i kierują się w stronę pokoju lekarskiego. Pokój był pusty, znów byli sami. Nagle z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu, możliwe, że przez to, iż znajdowali się tak blisko siebie atmosfera ulega zmianie. Andrzej odwrócił głowę w jej stronę. Przygryzła wargę. Kochał te ich gierki.
- Och, pieprzyć wszystkich – powiedział.
Doskoczył do kobiety i popchnął na ścianę. Biodrami przycisnął ją do ściany, obie jego dłonie
trzymał w górze w żelaznym uścisku. Sekundę później jego usta lądowały na jej. Wydała cichy jęk, rozchylając wargi i dając zielone światło jego językowi. On to natychmiast wykorzystał, wprawnie eksplorując wnętrze kobiecych ust. Andrzej ujął jej brodę i przytrzymał głowę na miejscu. Stała się bezradna, ręce miała unieruchomione, głowę także, a ostatecznie ucieczkę wykluczały jego napierające biodra. Kobieta czuła na brzuchu nabrzmiałą erekcję, ponownie jej pragnął.
- Jesteś cudowna, jesteś moja. – mruczał.
Słychać zbliżające się kroki , Falkowicz natychmiast odsunął się od niej. Kobieta rzuciła spojrzenie Andrzejowi. Wydaje się być taki spokojny i opanowany. Zerkną na nią kątem oka i cicho wypuścił powietrze z płuc. Skierowała się szybko do przebieralni a profesor usiadł przy biurku biorąc do ręki pierwsze lepsze papiery. Do lekarskiego weszli Przemek i Agata. Profesor był pewien, że młody lekarz nie życzy mu dobrze. Przemek za każdym razem kiedy go widział w myślach już go mordował. Wyglądali na poddenerwowanych. Miel do Andrzeja kilka pytań, ale nie wiedzieli, czy jest właściwą osobą. Przemek nagle odwrócił się i patrząc Falkowiczowi w oczy powiedział na jednym wdechu.
-Panie profesorze, tydzień temu zaginęła Wiktoria. Nie odbiera telefonów, nie odpisuje na wiadomości. - Andrzej wstał od biurka, słuchał uważnie podwładnego.
- Wiem, że w ostatnim czasie nie działo się między Wami dobrze – Wtrąciła Agata a Przemek cieszył się w duchu z tego co powiedziała - ale może wie Pan co się z nią dzieje - Profesor nie wiedział co ma im odpowiedzieć.
  • awatar Gość: harlekiny powiadasz ? przeczytam prtzeczytam :D ja nuiedawno skończyłam czytać greya i że tak powiem naprawdę nim emanuje , wszystko swietnie i barwnie opisane . dialogi też niczego b także tylko chwalic , z resztą , zawsze mi sie wydawało że Falkowicz jest taką wersją easy Christiana Greya :D
  • awatar We_Can_Do_It: @dodo: To dla mnie zaszczyt, że przyrównujesz te sceny do "Greya". Czyli są tak dobre? Jak już kiedyś napisałam nie lubię tej książki. Jest dla mnie pełna negatywnych emocji. Uważam, że jeśli chodzi o takie ostrzejsze sceny to najlepsze są stare, dobre "Harlekiny". ;) Polecam.
  • awatar Gość: ta część aż emanuje scanami z 50 twarzy Greya , ale ja oczywiscie nie krytykuję , wrecz przeciwnie , chwale , swietnie ,, pięknie i tajmniczo napisane :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Witajcie,

Pojawienie się wśród Was jest konsekwencją nadmiaru pomysłów, które zaprzątają mi głowę.
Przeczytacie tutaj o fikcyjnej parze występującej w serialu "Na dobre i na złe" - Wiktorii i Andrzeju.
Dlaczego właśnie o nich? Jako jedyni wydają się być oryginalni i unikatowi.
Piszę w narracji 1 i 3 osobowej. Przyznam, że nie czyta się tego zbyt dobrze dlatego czekam na komentarze i uwagi dotyczące stylu.
W kolejnych częściach nie omieszkam umieścić ciekawostek i terminologii specjalistycznych. Żadne z nich nie będą zmyślone. Staram się być precyzyjna.
Oczywiście będę wdzięczna za wszelakie uwagi.

Nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić Was do pierwszej części.
Pozdrawiam Was serdecznie.